A oto i kolejny rozdział :) Miło wiedzieć że jednak ktoś czyta nasze piękne "dzieło". I jeśli takich osób jest więcej to nie krępujcie się, zostawcie po sobie komentarz, to na prawdę dobrze wpływa na samopoczucie autorek ;)
Kiedy dotknął mojego penisa zajęczałem jak jakaś szmata i zwinąłem się w kłębek. Po chwili wsunąłem rękę w swoje spodenki i zacząłem robić sobie dobrze, prawie płacząc z zażenowania. Po chwili spuściłem się w swoją dłoń, ale nie mogłem przestać się dotykać, to było zbyt przyjemne, żebym mógł przestać.
Otwarłem usta i jęknąłem cicho, podniecony do granic możliwości.
***********
Kiedy dotknął mojego penisa zajęczałem jak jakaś szmata i zwinąłem się w kłębek. Po chwili wsunąłem rękę w swoje spodenki i zacząłem robić sobie dobrze, prawie płacząc z zażenowania. Po chwili spuściłem się w swoją dłoń, ale nie mogłem przestać się dotykać, to było zbyt przyjemne, żebym mógł przestać.
Otwarłem usta i jęknąłem cicho, podniecony do granic możliwości.
- Wiem, że powinienem wyjść, ale nie potrafię
- jęknąłem zrozpaczony nachylając się nad nim i ostrożnie przewracając go na
plecy - przepraszam cię, Maya, tak bardzo przepraszam...
Zsunąłem mu spodnie do kolan i delikatnie zacisnąłem
palce na jego malutkim penisku. Polizałem go po całej długości i wziąłem go całego
do ust zaczynając ssać go i przygryzać delikatnie, bawić się na nim językiem, robiąc
z nim to samo, co kilka dni temu robiłem tej jego drugiej osobowości. Starałem się
nawet bardziej, nie wiedziałem czemu. Jednocześnie chciałem jeszcze więcej, chciałem
sobie też ulżyć, w nim, ale nie potrafiłem się do tego posunąć. Obiecałem sobie,
że nie zrobię tego dopóki sam nie będzie chciał. A nawet gdyby teraz poprosił odmówiłbym,
wiedziałem, że potem by tego żałował a tego nie chciałem.
- Przepraszam - szepnąłem odrywając się od
niego na moment i zdając sobie sprawę z tego, że mam w oczach łzy, sam nie wiedziałem
czemu - powiedz, jeśli mam wyjść, jeśli nie chcesz mnie widzieć to zrozumiem.
Delikatnie pocałowałem jego główkę głaszcząc
palcami to maleństwo, takie przyjemne w dotyku. Nie zdziwiłbym się gdyby teraz powiedział,
że nie chce mnie więcej oglądać. I wiedziałem, że gdyby tego chciał zrobiłbym
to. Zniknąłbym z jego życia. Przecież nie miałbym u niego już żadnych szans,
nie po tym, co mu teraz robiłem.
- Ja nie... ja nie wiem, co mam zrobić, ja nie…
- złapałem go za włosy i zacisnąłem na nich palce, sam nie wiedząc czemu i po
co.
Pociągnąłem go w górę, obejmując w pasie i plącząc
jak dziecko, nawet nie wiem, kiedy usnąłem w jego ramionach, roztrzęsiony. Drżałem
delikatnie przez sen, popłakując co jakiś czas i mocno się w niego wtulając
Otworzyłem szeroko oczy zdumiony widząc jak
zasypia. To tak się w ogóle da?.. Ja bym chyba nie potrafił. To uczucie było
okropne, nawet najlżejszy dotyk w okolicach krocza sprawiał mi teraz ból nie do
zniesienia, na zmianę robiło mi się duszno i lodowato. Chciałem iść sobie ulżyć,
ale nie chciałem wypuszczać z ramion tego biednego maluszka, który dalej płakał,
nawet przez sen. Głaskałem go delikatnie po główce tuląc do siebie mocno i szepcząc,
że już wszystko jest w porządku, że już nie musi się niczego bać, że go nie skrzywdzę.
W końcu mi przeszło, chociaż mój penis dalej domagał
się uwagi racząc mnie szaleńczym bólem. Nie mogąc dłużej wytrzymać podniosłem się
i trzymając się ścian dotarłem do łazienki. Po chwili już siedziałem na zimnej podłodze
dysząc ciężko i dalej drżąc lekko. Boże, jaka ulga... Podniosłem się z trudem i
wziąłem błyskawiczny prysznic, po czym wróciłem do Mayi. Rozebrałem go ostrożnie
nie chcąc go zbudzić i nagiego zaniosłem do łazienki, umyłem dokładnie, wysuszyłem
i odniosłem z powrotem do łóżka, gdzie naciągnąłem na niego piżamę.
- Słodkich snów - szepnąłem całując go w czoło
i kładąc się przy nim, tak na wszelki wypadek gdyby się zbudził i znowu źle poczuł.
Zasnąłem właściwie od razu, strasznie wykończony.
Zbudziłem się trochę przed budzikiem chłopaka i wyłączyłem go, kiedy tylko zaczął
dzwonić. Poszedłem do kuchni i wyrzuciłem resztę curry, zabierając się za
przygotowywanie śniadania, na które składało się kakao i całe mnóstwo różnych
kanapek zrobionych ze świeżutkich bułek, po które poleciałem do sklepu.
- Maya, wstawaj - szepnąłem kucając przy łóżku
i głaszcząc chłopca po policzku - już i tak nie pobiegasz, za to zaraz spóźnisz
się na zajęcia. No już, otwórz oczka, kakałko zaraz wystygnie.
- Nie mam dzisiaj zajęć, już mam tylko zaliczenia,
jest maj - mruknąłem cicho, przewracając się zażenowany na drugi bok - Przepraszam
Cię za wczoraj, mogłem się domyślić. W końcu wielu świrów mnie obserwuje, on wyglądał
normalnie, a zapomniałem, że tacy są najgorsi...
Westchnąłem cicho i podniosłem się do siadu,
obejmując się ramionami i patrząc tempo przed siebie.
Westchnąłem smutno spuszczając wzrok.
- Uważasz mnie za świra? - Mruknąłem cicho
siadając na ziemi i opierając się plecami o łóżko. Złapałem jedną ze szklanek i
upiłem łyka słodkiego napoju - w sumie głupio pytam. Przykleiłem się do ciebie
jak głupi i łażę za tobą, mimo że nawet cię nie znam. Masz prawo tak o mnie myśleć,
zwłaszcza po tym jak ci wczoraj... Przepraszam, zapomnij o tym. Nie powinienem,
powinienem wyjść i dać ci trochę prywatności. Nie potrafiłem, wiesz? Tak bardzo
chciałem się wtedy z tobą kochać, nie mam pojęcia, jakim cudem w ogóle się
powstrzymałem. Ale i tak głupio się do ciebie dobrałem, i jeszcze spałem z tobą
w jednym łóżku, przepraszam... Chyba będzie lepiej, jeśli sobie pójdę, prawda?
Podniosłem się i spojrzałem
na niego z ledwo widocznym uśmiechem. W końcu usiadłem przy nim i przytuliłem
go ostrożnie przeczesując ciemne włosy palcami.
- Nie rób takiej minki, przecież nic się nie stało,
prawda? Każdemu może się zdarzyć, to nie twoja wina. Jak go następnym razem
spotkasz to powiedz, że czeka go ode mnie wpierdol. I zjedz coś, musisz być
strasznie głodny. Nie bój się, nic nie dodałem.
Uśmiechnąłem się pod nosem i puściłem go wstając
z łóżka i wsadzając sobie do kieszeni portfel, który zostawiłem na szafce.
- Nie uważam, że jesteś świrem, polubiłem Cię.
To był pierwszy raz, gdy mnie ktoś dotykał, może i miałem kilka dziewczyn, ale
ja nigdy tego nie robiłem, ja nawet się nie całowałem - zarumieniłem się
okropnie i odwróciłem głowę do okna.
Podkuliłem nogi pod klatkę i zacząłem wcinać śniadanko,
które Michael dla mnie przygotował.
- Cieszę się - uśmiechnąłem się delikatnie
odwracając przodem do niego - w takim razie będę mógł ukraść ci pierwszy pocałunek.
Ale jeszcze nie teraz, prawda?
Usiadłem przy nim całkowicie zapominając o
tym, że miałem sobie iść i też zacząłem jeść. Kanapek było na tyle dużo, że
spokojnie wystarczyłoby dla pięciu osób, nie powinno nam braknąc.
- Ej, no nie rob takiej miny - zaśmiałem się
cicho i objąłem go delikatnie pociągając na siebie, tak, że oparł się o mnie - okoliczności
cię do tego zmusiły, więc nie możesz się obwiniać. No i to na prawdę nie twoja
wina, a jeśli chodzi o to, że jesteś na mnie zły... Jakoś to przeboleję i nie puszczę
cię, dopóki mi nie odpuścisz.
Pokiwałem poważnie głową i mocniej go do siebie
przyciągnąłem, szczerząc się jak głupi.
- Proszę, jeszcze na to za wcześnie - odsunąłem
się od niego okropnie zawstydzony - Nie masz pracy? Masz tak ogromny dom, że
musisz coś robić...
Uśmiechnąłem się pod nosem, kończąc jeść i położyłem
się na boku, wtulając w ogromnego misia i zamykając oczy. Nadal byłem zmęczony
i od czasu do czasu przechodziły mnie dreszcze, to nie było przyjemne.
- Nie przepadam za kontaktem cielesnym, przeraża
mnie...
Pokiwałem głową i odstawiłem tackę na szafkę, kładąc
się koło chłopaka, ale zachowując odstęp.
- Szef daje mi znać kilka dni wcześniej zanim ktoś
przyjeżdża - oznajmiłem wyciągając rękę i głaszcząc chłopaka po włosach, to mu
chyba nie przeszkadzało - i wprawdzie mam teraz trochę papierów do uzupełnienia,
ale mam na to czas, nigdzie się nie spieszę. Powiedz mi... Jesteś dziwny. Z
jednej strony strasznie ufny, z drugiej boisz się być z kimś bliżej. Kto cię skrzywdził
tak bardzo, co?
Przechyliłem głowę patrząc na niego z troską.
Takie zachowanie raczej nie było normalne, a to wytłumaczenie nasuwało się od razu.
- Kiedy miałem 7lat mój ojciec zgwałcił na
moich oczach mamę i ją udusił, a potem wyskoczył przez okno. Potem przez dwa
lata mieszkałem u wujka, codziennie kazał mi siadać na swoich kolanach i mnie dotykał,
powiesił się. Byłem w czterech rodzinach zastępczych, każda z nich zginęła w jakiś
sposób, zawsze tylko ja przeżywam. Nie przywiązuję się do ludzi, bo prędzej czy
później oni zginą, robiąc mi wcześniej dużo złych rzeczy - uśmiechnąłem się
smutno i podniosłem z łóżka, wychodząc na balkon i tam odpalając papierosa.
Westchnąłem cicho i wstałem z łóżka żeby zajść
chłopca od tyłu i zabrać mu papierosa z ręki.
- Dzieci nie powinny palic - mruknąłem posyłając
mu ciepły uśmiech - nie smuć się, dobrze? Wiem, że czasem trudno jest o czymś zapomnieć,
zwłaszcza o tych złych rzeczach, ale nie można wiecznie żyć przeszłością. Zobaczysz,
że kiedyś znajdzie się ktoś, kogo bez problemu przytulisz i komu pozwolisz się dotknąć.
Krok po kroku i dasz sobie radę. Jesteś dzielnym chłopcem skoro wytrzymałeś już
tyle, dalej będzie tylko łatwiej.
Delikatnie pogłaskałem go po włosach i odgarnąłem
kilka ciemnych kosmyków z jego twarzy. Biedaczek... Rzadko spotyka się ludzi,
którzy przeszli tak dużo i tak dobrze to znieśli. Maya był na prawdę wyjątkowy,
jedyny w swoim rodzaju.
- Wejdź do środka, prześpij się może jeszcze
skoro nie musisz nigdzie iść - uśmiechnąłem się zakładając mu włosy za uszy -
nie wyglądasz najlepiej, wiesz? A trochę szkoda by było gdybyś się teraz pochorował,
jest taka piękna pogoda, że to nawet nie wypada chorować...
- Idę do pracy na 12 i dziś pracuję do 18 - uśmiechnąłem
się delikatnie - Nie jestem dzieckiem, to, że tak wyglądam nie znaczy, że nie mogę
palic...
Zabrałem mu swojego papierosa i dopaliłem go, gasząc
potem w popielniczce.
- Staram się nie żyć przyszłością, ale gdy ktoś
mnie dotyka, przechodzą mnie dreszcze, a jak się zapędza to zaczyna mi być
niedobrze, czasami jak jakiś klient wsunie mi łapę pod spodniczkę to robi mi się
czarno przed oczami - mruknąłem, patrząc w sufit.
- Przepraszam, nie wiedziałem - westchnąłem
cicho spuszczając wzrok - nie dotknąłbym cię wczoraj gdybym wiedział. Ale wiesz
co? - Uśmiechnąłem się szeroko czochrając jego włoski - mówisz, że tak bardzo się
boisz a sam się do mnie przytuliłeś. To chyba znaczy, że nie jest z tobą tak źle
i że mogę cię teraz uściskać, co nie?
I kolejny przejaw mojej głupoty. Przysunąłem się
do niego i objąłem delikatnie głaszcząc po plecach i całując w czoło. Okropny maluch,
czułem się przy nim jak niewyżyty ojciec, który koniecznie musiał zając się
swoim dzieckiem.
Sapnąłem ze zdziwienia i zacząłem drżeć w jego
ramionach, stojąc jak sparaliżowany i nie mogąc się ruszyć. Dopiero, gdy mnie puścił
odsunąłem się trochę i przysiadłem na krześle, patrząc na jego stopy. Ładnie pachniał
i był mięciutki, ale nie potrafiłem zapanować nad reakcjami swojego ciała.
- Przepraszam - szepnąłem cicho.
Kucnąłem przed nim i delikatnie chwyciłem jego
dłoń, splatając z nim palce.
- Nie, to ja przepraszam - uśmiechnąłem się głaszcząc
delikatnie jego dłoń - już nie będę, poczekam aż sam będziesz miał ochotę, dobrze?
Delikatnie pocałowałem jego dłoń uśmiechając się
pokrzepiająco i patrząc mu w oczy. To na pewno nie było nic przyjemnego, nie móc
się do kogoś przytulić. Ja sam strasznie żałowałem. No, ale mieliśmy przed sobą
całe życie, mogłem spokojnie poczekać, nie spieszyło mi się nigdzie.
- Pojdę się umyć, muszę się zacząć przygotowywać
do pracy - odsunąłem się delikatnie, zabierając rękę i poczłapałem do łazienki,
zamykając za sobą drzwi.
Napuściłem sobie wody do wanny i położyłem się
w środku, myśląc o tym człowieku, który ostatnio zaprzątał moje myśli. Był trochę
irytujący, miałem wrażenie, że wszystko, co robi jest po to, żeby zaciągnąć
mnie do łóżka. Jeśli mu to dam, to pewnie więcej go nie zobaczę. Może tak będzie
lepiej... Dam mu to zrobić i już nigdy więcej się nie spotkamy.
Uśmiechnąłem się delikatnie i usiadłem na łóżku,
czekając na chłopaka. Kiedy w końcu się pojawił podałem mu rękę i pocałowałem w
czoło.
- Chodź, podwiozę cię, i tak mam po drodze do
domu - pogłaskałem go lekko po głowie - będę na ciebie czekał pod mieszkaniem,
o 19 musimy być w teatrze, to niedaleko.
Otworzyłem drzwi ferrari od strony pasażera uśmiechając
się i czekając aż wsiądzie.
- Nie mogę. O 21 robi się ciemno, nie zdążę wrócić
do domu, przepraszam - uśmiechnąłem się smutno, zamykając za sobą mieszkanie.
Stanąłem przed jego autem i westchnąłem ciężko.
- Jedź prosto do domu, mam przecież 3minuty
drogi, a na razie nie jest jakoś bardzo gorąco - obróciłem się na pięcie i poczłapałem
do kawiarenki, od razu idąc na zaplecze i wskakując w seksowny strój pokojówki.
- Maya, co z tobą? - Szepnąłem cicho patrząc
za nim ze smutkiem. W końcu wsiadłem do auta i przełożyłem spektakl, pojechałem
do domu, przebrałem się, znowu do auta i do kawiarenki Mayi. Tam długa rozmowa
z jego szefem i wymiana "towarów". Z mojej strony padła ładna sumka,
z jego dzień wolnego dla Mayi. Obiecał od razu odesłać go do domu, więc musiałem
się streszczać. Do kwiaciarni, po bukiet pastelowych róż, przepiękny, na
dodatek idealnie pasujący do Mayi. Między kwiaty powciskałem kilka malinowych czekoladek,
kupiłem nam po lodzie i usiadłem na oparciu ławki przed blokiem chłopaka, co
chyba niezbyt pasowało do mojego ubioru, starannie skrojonego garnituru.
Kiedy szef nagle powiedział mi, że mam dziś
wolne, okropnie się zdziwiłem. Przebrałem się w normalne ciuchy i zacząłem iść
w kierunku domu. Zahaczyłem jeszcze o sklep po zakupy i poczłapałem już prosto
do mieszkania. Uśmiechnąłem się delikatnie, znowu go widząc i przechyliłem głowę,
zastanawiając się poważnie, kiedy da sobie ze mną spokój.
- Czy dasz się porwać do teatru, panie mojego
serca? - Zamruczałem zeskakując z ławki na jego widok i kłaniając się nisko -
wszystko już na nas czeka, musisz się jedynie przebrać i pozwolić uprowadzić na
krótki czas, żeby najlepsi aktorzy w kraju mogli zaprezentować przed tobą twoją
ulubioną sztukę.
Wręczyłem mu kwiaty uśmiechając się cały czas
jak głupi. Miałem nadzieję, że nie będzie zły, ale to przecież było jedyne rozwiązanie,
żeby ze mną poszedł, prawda? A dzień wolnego, spędzony w malutkiej salce przed
deskami teatru wynajętej tylko dla nas sali nie powinien być jakiś
nieprzyjemny.
- Nie mam w co się ubrać - mruknąłem cicho, wpuszczając
go przodem do mieszkania.
Włożyłem bukiet do flakonu i otworzyłem szafę
na oścież, przeglądając ja z cichym westchnieniem. Naprawdę no... nawet
garnituru nie miałem. W mojej kolekcji była za to jedwabna suknia w kolorze
moich oczu, dostałem ją kiedyś od kogoś, co prawda już nie pamiętam kogo ale ją
miałem.
- Ubierz ją - z uśmiechem podszedłem do niego
od tyłu i ściągnąłem z wieszaka sukienkę - pasuje do ciebie. A skoro na co
dzień chodzisz w sukience pokojówki, to to chyba nic strasznego, co nie? Poza
tym musisz wyglądać w tym pięknie, pasuje ci do oczu.
Uśmiechnąłem się delikatnie kładąc dłoń na
jego policzku i patrząc w te piękne tęczówki. W końcu delikatnie pocałowałem go
w czoło i odsunąłem się, kładąc mu sukienkę na rękach.
- Jeśli jesteś głodny to mogę coś jeszcze przygotować
przed wyjściem, może zdążymy - już z normalnym uśmiechem zajmującym pól twarzy wskazałem
palcem kuchnię - a tak w ogóle to jak ci się podobam w czymś takim? Bo ja się
czuje fatalnie.
Zaśmiałem się drapiąc po głowie, przez co musiałem
poprawić włosy związane w długi ogon.
- Dużo lepiej niż w przetartych jeansach - uśmiechnąłem
się delikatnie i poszedłem do łazienki.
Przeczesałem włosy, nakremowałem buźkę i założyłem
sukienkę, a na stópki czarne creepersy, uwielbiałem w nich chodzić.
- Może być? - zapytałem cicho, stając w
drzwiach okropnie zawstydzony.
Aż otworzyłem usta ze zdumienia widząc tą piękność
przede mną.
- Boże święty, zobaczyłem anioła - szepnąłem
cicho podchodząc do niego powoli i chwytając jego dłoń tak ostrożnie, jakby był
nie człowiekiem, ale porcelanową laleczką - jesteś piękny, to już wiesz, ale...
W tym wyglądasz wspaniale. Nigdy nie widziałem czegoś tak pięknego jak ty.
Uśmiechnąłem się z czułością i pocałowałem go
w czoło delikatnie zakładając mu niesforny kosmyk za ucho. Boże, zakochałem się
właśnie, do szaleństwa. Jeśli wcześniej nie potrafiłem nazwać tego, co czułem
do chłopaka, to w tym aniele przede mną stanowczo się zakochałem.
- Chodźmy, bo się spóźnimy... Kupiłem nam lody,
ale trochę się rozpuściły, są w lodowce. Kupię nam może nowe?..
Pokręciłem głową i trochę zmieszany chwyciłem ostrożnie
jego dłoń, prowadząc go do drzwi.
- Nie jestem głodny, po prostu chodźmy - zamknąłem
za nami mieszkanie i wsiadłem z nim do auta.
Przez całą sztukę myślałem, co mam zrobić. Starałem
się skupić na przedstawieniu, ale aktorzy grali tak nieprawdziwie, że aż mi się
nie chciało. Tak to jest, czy lepiej zarabiający aktor, tym gorzej gra, no
przynajmniej w teatrze. W końcu ten spektakl dobiegł końca, a ja nadal nie
wiedziałem, co mam zrobić
Przysypiałem cały czas nie mogąc utrzymać
otwartych oczu.
- To co, chyba muszę cię już odwieść, co? - Uśmiechnąłem
się delikatnie podając rękę chłopcu i pomagając mu wstać, kiedy spektakl wreszcie
się skończył - chyba, że pozwolisz zabrać się jeszcze do restauracji na obiad,
albo coś w tym stylu?
Spojrzałem na niego z nadzieją w oczach i delikatnie
zacisnąłem palce na jego dłoni. Nie chciałem go jeszcze puszczać, był zbyt piękny
żebym mógł rozstać się z nim do samego wieczora.
- Możemy iść coś zjeść, chciałbym z Tobą porozmawiać
- uśmiechnąłem się delikatnie i pozwoliłem zaprowadzić się do auta.
Po chwili byliśmy już w jasnej i przestronnej
restauracji, siedzieliśmy przy oknie z dobrym widokiem na park, który był po
drugiej stronie ulicy.
- Powiedz mi, czego Ty ode mnie chcesz? Zupełnie
Cię nie rozumiem. Nie jestem bogaty, nie jestem nikim wysoko postawionym, nie
jestem jakaś zajebistą laską. Jeśli chcesz mnie tylko przelecieć to lepiej od razu
sobie odpuść.
- Czemu miałbym czegoś od ciebie chcieć? - Przechyliłem
lekko głowę patrząc z zaciekawieniem na chłopaka - nie rozmawiamy z ludźmi tylko
dlatego, że mamy do nich jakiś interes, co nie? Czasem rozmawiamy po prostu dla
przyjemności. Lubię z tobą rozmawiać, tak po prostu, bez powodu. Wprawdzie masz
rację, chciałbym, jak to ładnie ująłeś, przelecieć cię, ale wiem, że ty tego
nie chcesz, a ja nie mam zamiaru cię do niczego zmuszać, więc po prostu sobie
odpuszczę. Nie musisz się o to martwic, na prawdę.
Uśmiechnąłem się delikatnie i wyciągnąłem rękę
żeby przeczochrać jego starannie ułożone włosy. Mały głupek, na prawdę martwił się
czymś takim?..
- Tyle, że ja znam takich jak Ty. Bogatych
dupków, którzy chwile się pokręcą, zasypią prezentami, drogimi ciuchami, słodyczami,
kwiatami. Nawet zapraszają na różne wycieczki. Pobawią się i jak nie dam im tego,
czego chcą to spiętrzają szybciej niż się pojawiają. Dlatego powiedz mi od razu,
czego oczekujesz? I jak długo masz zamiar się bawić, bo nie chcę się przywiązywać
do kolejnego błazna - spojrzałem na niego wzrokiem człowieka, który naprawdę dużo
przeżył i jest znudzony taką sytuacją.
Westchnąłem ciężko i przechyliłem głowę już
sam nie wiedząc jak mam się z nim obchodzić.
- Gdybym chciał od ciebie tylko seksu zrobiłbym
to wczoraj - stwierdziłem patrząc na niego poważnie - nawet byś się nie opierał,
oboje o tym wiemy. Więc jak myślisz, czemu tego nie zrobiłem? Bo raczej nie
dlatego że jestem masochistą albo kręci mnie wieczne czekanie. Po prostu cię lubię
debilu, nic więcej. Skończ już z tym głupim gadaniem, to bez sensu. Jak mi nie
wierzysz to poczekaj, przekonasz się, że nie mam zamiaru cię zostawić samego. Możesz
mnie nazywać dupkiem, błaznem czy co ci tam jeszcze przyjdzie do tej głupiej łepetynki,
ale to mnie wcale nie zniechęci.
Uśmiechnąłem się szeroko i znowu go poczochrałem.
Kelnerka akurat przyniosła nam zamówione jedzenie, więc zabrałem się za nie z
apetytem, znowu byłem cholernie głodny.
Westchnąłem cicho i pokręciłem noskiem nie wiedząc,
co odpowiedzieć. W końcu po prostu zabrałem się za jedzenie.
- No zobaczymy ile ze mną wytrzymasz... - zaśmiałem
się rozbawiony.
Skończyłem jeść i zamówiłem sobie na deser jabłecznik
z lodami i bitą śmietanką.
- Pychotka... - zamruczałem - Dodali gruszek, spróbuj.
Otworzyłem usta i kiedy wylądowała w nich łyżeczka
z lodami zrobiłem poważną minę znawcy.
- Masz rację, dobre - oznajmiłem kiwając głową
i w końcu uśmiechnąłem się szeroko - Mamy jeszcze trochę czasu do zachodu słońca,
chcesz się gdzieś przejść? Teraz ty wybierasz, na dzisiaj skończyły mi się pomysły.
Po raz kolejny dzisiaj wyciągnąłem rękę i przeczesałem
jego włosy, delikatnie drapiąc go przy tym za uchem.
- Próbujesz mnie oswoić? - zapytałem rozbawiony, wskazując na jego dłoń.
Uśmiechnąłem się delikatnie, wycierając usteczka z lodów i podniosłem się powoli. Rozejrzałem się jeszcze po sali i spojrzałem na mężczyznę.
- Możemy iść na spacer do tego parku, bardzo go lubię, jest tam taka ładna fontanna - teraz to ja wyciągnąłem rękę, żeby mnie za nią złapał.
- Jasne - uśmiechnąłem się szeroko podnosząc się z krzesła i zapłaciłem za wszystko, ciągnąc Mayę w stronę parku - i nie, nie próbuję cię oswoić, ale jeśli chcesz to mogę spróbować.
Objąłem go delikatnie w pasie uśmiechając się szeroko, szczęśliwy jak cholera. Ostrożnie głaskałem go po boku patrząc na niego i nie mogąc oderwać wzroku od tej ślicznej buźki.
- Znowu się gapisz - burknąłem cicho i odwróciłem głowę, żeby nie mógł na mnie patrzeć.
Fuknąłem cicho widząc kobietę z wielkim rottweilerem. Kiedy ten wielki stwór przysunął się do nas i zaczął szczekać, zapiszczałem przestraszony i nastroszyłem się jak kot, wskakując Michaelowi na ręce i sycząc jak kocur. Wbijałem mu pazury w plecy i patrzyłem przestraszony na psa.
- Heej, księżniczko, nie panikuj tak - zaśmiałem się i odszedłem od psa kłaniając się lekko kobiecie, która zaczęła przepraszać - już dobrze, poszedł sobie, widzisz? Już nie ma psa, nie bój się kociaku. Na prawdę zachowujesz się jak kot, syczysz i wskakujesz na drzewo, i jeszcze drapiesz na dodatek.
Uśmiechnąłem się idąc dalej i nie mając zamiaru stawiać chłopca na ziemi. Skoro sam wskoczył to już nie moja wina, co nie? Teraz musiał zgodzić się na bycie noszonym, a dla mnie to nie był problem, był malutki i leciutki jak piórko.
- Nie lubię psów, już mnie jeden pociachał i do dzisiaj mam blizny na nodze - nadąłem policzki i objąłem go rękoma za szyję - Pamiętam jak był tu zakaz wprowadzania psów, to były czasy.
Westchnąłem cicho, kręcąc głową i odwróciłem wzrok, szukając więcej tych głupich stworzeń.
- Oj, głupolu - zaśmiałem się patrząc na niego rozbawiony - w takim razie może na prawdę lepiej żebyś nie przyjeżdżał do mnie do domu?.. Wprawdzie nie mam psów, ale za to mam wilka - wyszczerzyłem się jak głupi - jest jeszcze malutki i spokojny, mówię ci, cudowny. I ma takie zajebiste futerko, boże, jak tylko o nim pomyślę...
Zapiszczałem jak szczęśliwe dziecko przyciskając chłopca mocno do siebie. Mój mały pieszczoszek, ostatnio rzadko go widywałem, w ogóle rzadko wracałem do domu, ale jednak... Miałem słabość do tego zwierzaka, był cudowny.
- No widzisz, no to już nie przyjadę do Ciebie do domu - uśmiechnąłem się delikatnie - powinieneś poświęcać mu czas, bo ci zdziczeje. Ja zwierzątkiem nie jestem, więc się tym nie przejmuj - ziewnąłem.
Zsunąłem się z jego rąk, bo właśnie doszliśmy do mojego bloku.
- Bardzo Ci dziękuję za dzisiaj, możesz wejść, jeśli masz ochotę, ale powinieneś wracać do swojego zwierzaka...
- Daj spokój, nie zdziczeje - uśmiechnąłem się delikatnie łapiąc go za rękę i odgarniając kilka niesfornych kosmyków z jego twarzy - ale masz rację, pójdę już. Jeszcze za szybko ci się znudzę i tyle z tego będzie. Dobranoc kocie, miłych snów.
Z delikatnym uśmiechem pocałowałem go w czoło głaszcząc po policzku i odsunąłem się z niechęcią puszczając jego dłoń. W końcu pomachałem mu jeszcze i wsiadłem do auta, od razu zrzucając z siebie garnitur i odbierając wreszcie komórkę, która dzwoniła od kilku godzin. Okazało się, że to Miyo. Z westchnieniem rozłączyłem się i wymieniłem kartę w komórce, która od razu się rozdzwoniła. Wysłuchałem, co mają mi do powiedzenia i przytaknąłem rozłączając się i wysiadając z auta. Z westchnieniem poczłapałem pod mieszkanie Mayi i zapukałem do drzwi.
- Jednak nie jadę do domu - uśmiechnąłem się smutno, kiedy w końcu otworzył - muszę jechać do Europy na kilka tygodni, wiesz? Rano wyjeżdżam. Mogę wejść?
Wskazałem palcem wnętrze mieszkania. Czyli nie zobaczymy się przez jakiś miesiąc... Cholera. Chujowa sprawa, nie miałem ochoty wyjeżdżać, noo... Za dobrze mi tu z nim było.
o nie nie wyjeżdżaj nie zostawiaj naszego kociaka ;(
OdpowiedzUsuńPS. Chyba sie uzależniłam od tego bloga XD
Miło słyszeć że się podoba :3 Jutro postaram się wrzucić kolejny rozdział i trochę zaspokoić Twoją ciekawość 'w'
Usuń