środa, 5 sierpnia 2015

Psychodeliczne Y. rozdział X

Tak oto pojawia się kolejny rozdział, i nowa zasada dodawania rozdziałów. Mianowicie kolejne posty będą dodawane dopiero po pojawieniu się komentarza, bo autorki nie są wystarczająco zmotywowane do pisania XD Tak więc zapraszam do czytania i pozostawienia po sobie komentarza :)

**********

 Z cichym westchnieniem zamknąłem oczy i pozwoliłem sobie usnąć, budząc się po chwili i podnosząc zdziwiony do siadu.
 - Co się stało? - zapytałem cicho, rozmasowując swoją głowę - Boli. Zemdlałem?
 Przysunąłem się do Michaela i wtuliłem w niego bez słowa, zamykając oczka i pocierając noskiem o jego klatkę.
 - Bardzo zemdlałeś - uśmiechnąłem się obejmując go czule i zacząłem ostrożnie masować jego główkę - biedactwo, bardzo boli? Pocałować?
 Z uśmiechem ostrożnie odgarnąłem mu włoski i zacząłem całować po główce w miejscu, które rozmasowywał, głaszcząc go po pleckach i tuląc do siebie.
 - Boli, mam teraz guza - nadąłem smutno polisie - Cały się lepię. Pojdę się umyć. Nie mam nic do spania, pożyczysz mi coś? - uśmiechnąłem się delikatnie.
 W hotelu było przyjemnie chłodno, nie to co na polu, no ale na spanie nago było zdecydowanie za zimno.
 - Może być ten sam podkoszulek, nie pocę się jakoś bardzo...
 - Ale ja też nie wziąłem ubrań... - Spojrzałem na niego nagle zdając sobie z tego sprawę - mam tylko garnitur na jutro... Boże.
 Westchnąłem drapiąc się po głowie i dalej przytulając chłopca. No to mieliśmy problem... No bo przecież chłopak raczej nie zgodzi się spać nago przy nagim mężczyźnie... Wprawdzie i tak miałem zamiar zając fotel razem z Bootą, ale mimo wszystko dzieliliśmy pokój...
 - Dobra. Trudno. Tylko się nie gap, mam jakąś bieliznę to mogę w niej spać... - westchnąłem cicho i złapałem jakieś słodkie bokserki i poszedłem do łazienki.
 Wziąłem sobie długą, przyjemną kąpiel. Potem wysuszyłem siebie i włoski i w samych majteczkach poczłapałem do pokoju, kładąc się z boku łóżka i szczelnie owijając kołdrą.
 - Zimno - mruknąłem cicho, zakopując się po uszy i nadal lekko drżąc.
 - Mógłbym cię potulać, ale... - Wskazałem na szlafrok, w którym siedziałem - zaciągnę go do spania a nie mam nic pod spodem. Jeśli ci to nie przeszkadza... Jestem ciepły.
 Uśmiechnąłem się zachęcająco kładąc wilczka na fotelu, już spał słodko, więc nie było z tym problemu. Głupio mi trochę było proponować chłopcu coś takiego, ale co miałem zrobić. Nie pójdę przecież teraz kupić mu termofor, trochę za późno było na takie rzeczy.
 - Może być, mógłbyś chociaż założyć bokserki, wziąłem Ci 3pary błękitnych - wskazałem na siatkę, szczękając delikatnie zębami.
 Kiedy je założył, wpuściłem go pod kołdrę i wtuliłem się w niego plecami, zamykając oczka i usypiając błyskawicznie. Oczywiście jak zwykłe, gdy tylko zrobiło mi się ciepło zacząłem się wiercić.
 Zasnąłem równie szybko jak chłopak. Ale nie pospałem za długo. Chłopak wiercąc się zaczął przyciskać tyłkiem moje krocze stawiając mi momentalnie. Złapałem go za ramiona i potrzasnąłem nim delikatnie budząc go.
 - Mógłbyś się nie wiercić, proszę? - Szepnąłem odwracając wzrok - to nie tak, że mi przeszkadzasz czy coś, ale mam mały problem i nie chcę żeby... No wiesz, przez twój tyłeczek...
 Pokiwałem głową i obróciłem się do niego przodem, obejmując go i wsuwając kolano między jego nogi. Przylegałem do niego całym ciałem, ocierając się kroczem o jego krocze. Po chwili Michael doszedł w bokserki, a ja przestałem się wiercić, znajdując wygodną pozycję na nim i usnąłem twardo. Mruczałem słodko przez sen, dmuchając ciepłym powietrzem na jego szyjkę.
 Otworzyłem szeroko oczy niesamowicie zdumiony tym, co się stało. Ja chciałem tylko powiedzieć, że to trochę krepujące, pójść i się tym zając, a nie...
 - Dobranoc - szepnąłem obejmując go w pasie i patrząc w sufit - dziękuję.
 Uśmiechnąłem się delikatnie wtulając twarz w jego włosy. Miałem straszną ochotę zdjąć sobie bokserki i wrzucić je od razu do prania, ale chłopak na mnie leżał... W końcu jakoś mi się udało zmienić majtki bez zrzucania z siebie chłopca i przytuliłem go znowu głaszcząc po główce i zasypiając dość szybko.
 Obudziłem się dopiero rano, czułem się świeżo i byłem wyspany, ale miałem ochotę iść pobiegać. Niestety nie miałem ciuchów, więc zdecydowałem się na kilka szybkich basenów. Przebrałem się w strój w jednorożce i zostawiłem Michaelowi kartkę, że idę na basen. Wskoczyłem do chłodnej wody do basenu pływackiego i zacząłem pływać. Po chwili dołączył jakiś gość, więc urządziliśmy sobie wyścigi. Dobrze mówił po angielsku, więc potrafiliśmy się dogadać.
 Zbudziłem się wcześnie rano i narzuciłem na siebie szlafrok biegnąc po śniadanie. Wydobyłem z szafy swoja torbę i usiadłem na łóżku pakując części broni do futerału, idealnie dopasowanego. Przygotowałem sukienkę dla Mayi, garnitur dla siebie i usiadłem na fotelu czyszcząc jeszcze raz poszczególne części broni schowane w futerale, czekając na Mayę. Wprawdzie musieliśmy się zbierać dopiero o 16, ale było jeszcze kilka rzeczy, o których chciałem powiedzieć Mayi...
 W końcu wyszedłem z wody i poszedłem z gościem na drinka w barze przy basenie. Koło południa trochę wstawiony poszedłem do pokoju. Wpadłem do środka, siadając na kolanach Michaela i obejmując go ze śmiechem za szyję. Pocałowałem go w policzek, mrucząc jak kociak.
 - Piłeś - mruknąłem i złapałem jego dłonie wąchając je i całując przy okazji - nie sam, prawda? Głupi kociak.
 Westchnąłem odkładając mały futerał na podłogę i obejmując chłopaka w pasie. Wprawdzie wiedziałem, że nie przespał się z tym człowiekiem, ale to wcale nie znaczyło, że nie byłem zły. Chociaż lepiej pasowałoby słowo wściekły. Wiedziałem, że nie mam prawa uważać go za swoją własność, ale fakt, że ktoś go podrywał... Miałem ochotę zabić skurwiela.
 - Będę miał problem jak nie wytrzeźwiejesz do wieczora - mruknąłem chcąc jakoś odciągnąć swoje myśli od mężczyzny - kociak, głupi kociak, coś ty wymyślił?..
 Westchnąłem ciężko i zacząłem głaskać go po włosach przeczesując je delikatnie i starając się ignorować zapach alkoholu. Nie pasował do takiego słodziaka jak on, w ogóle.
 - No, bo pływałem sobie samotnie i spotkałem takiego przystojniaka. Trochę pogadaliśmy, poszliśmy na drinka, ale był okropnie nudny, więc uciekłem - zaśmiałem się rozbawiony, obejmując go mocniej - Muszę się przespać i coś zjeść. Liczyłem, że do mnie przyjdziesz, ale przecież nie mogę czekać wiecznie - zamruczałem i zamknąłem oczka, usypiając na jego kolankach.
 Westchnąłem cicho i położyłem go w łóżku. Przykryłem go i przygotowałem mu kąpiel idąc do restauracji, kiedy woda napełniała wannę. Przyniosłem pełno jedzonka, pozbyłem się z chłopca ubrań i wsadziłem go do wanny stawiając tackę z jedzeniem obok niego.
 - Jedzonko przyjechało - zamruczałem kucając obok wanny i głaszcząc maluszka po policzku - zjedz tylko, zajmę się resztą, dobrze? Nie wstydź się, przepraszam, że cię rozebrałem, ale musisz się umyć, śmierdzisz...
 - Wcale, że nie śmierdzę - naburmuszyłem się okropnie, odtrącając jego rękę.
 Sam się umyłem i trochę zjadłem, a potem usnąłem twardo w wannie. Po chwili zacząłem zsuwać się pod powierzchnię, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, a Michael chyba wyszedł, chociaż może siedział gdzieś w łazience, sam nie wiem, nie patrzyłem co robi.
 Złapałem Mayę zanim zanurkował i wyciągnąłem go z wanny owijając ręcznikiem i niosąc do łóżka a tam wycierając go i wciągając mu na tyłeczek majteczki. Okryłem go porządnie kołdrą i znowu zabrałem się za przygotowywanie wszystkiego.
 Kiedy została nam godzinka do wyjazdu usiadłem na łóżku i zacząłem głaskać go po główce.
 - Kocie, wstawaj - szepnąłem cicho uśmiechając się delikatnie - musimy się zbierać, wiesz? Chodź, spałeś już trzy godzinki.
 - Już - mruknąłem, podnosząc się do siadu i przecierając oczy.
 Poczłapałem do plecaczka i wyjąłem z niego kosmetyczkę, którą kiedyś zostawiła u mnie była dziewczyna, no w sumie dwa dni przed tym jak poznałem Michaela.
 - Mów jaki jest plan - mruknąłem piłując sobie paznokcie.
 Po chwili już nakładałem na nie ozdobny lakier. Kiedy wyschły zająłem się makijażem na twarzy, dzięki niemu byłem bardziej kobiety i wyglądałem na trochę starszego.
 - Nooo... nie gap się tylko mów…
 - No dobra - zaśmiałem się cicho zaczynając się już ubierać - Więc, muszę pozbyć się faceta, który nazywa się Harry Billson, nie mam pojęcia w sumie jak wygląda, jest po operacji plastycznej. To - wyjąłem z pudelka malutką tubkę a z niej maciupeńką igłę, ledwo widoczną gołym okiem - muszę mu to wbić w skroń, dokładnie tutaj, nad tą żyłę - delikatnie dotknąłem jego skroni i odłożyłem igłę do opakowania - przemycisz mi to pod spódnicą, dobra? W damskiej łazience, w drugiej kabinie od drzwi pod spłuczką jest mały haczyk, ciągniesz za niego, pod spodem jest schowek. Wsadź to tam, wyjmę to z męskiej. Zostawię cię na moment i zestrzelę go z balkonu, jakoś będę musiał tam wleźć. Schody są po drugiej stronie sali, muszę się tam dostać. Zejdzie trzy godziny po tym jak oberwie, więc zostaniemy do końca imprezy, dopóki nas nie wyproszą z racji zgonu jednego z gości. Dobra, dawaj nogę.
 Uśmiechnąłem się machając mu przed nosem paskiem na udo, do którego już przymocowałem opakowanie z bronią.
 Pokręciłem tylko głową i wystawiłem nogę, wzdychając przy tym ciężko. Wciągnąłem czarne podkolanówki i z jego pomocą ubrałem suknię, wsuwając uprzednio na nogi czarne creepersy. Teraz suknia unosiła się dokładnie 5cm nad ziemią, czyli tyle, co moja koturna, ale kazałem specjalnie dodać koronkę, więc tak naprawdę kończyła się równo 1cm nad ziemią. Poprawiłem trochę makijaż na dekolcie i wpiąłem we włosy białe pasemka, wplatając je w swoje, które splotłem w ładny wianuszek dookoła głowy, oczywiście pozwalając "uszkom" sterczeć jak zawsze. Jeszcze tylko duża spinka z kokardą z koronki, która była na sukni i jestem gotowy.
 - Możemy wychodzić - uśmiechnąłem się, poprawiając wiśniową szminkę na ustach.
 Uśmiechnąłem się i delikatnie pocałowałem go w policzek.
 - Piękny - szepnąłem cicho - niee, piękna. Jesteś moją piękną kobietą, kobietą mojego życia.
 Pocałowałem go w czoło i podałem mu ramię, delikatnie kładąc dłoń na jego palcach.
 - Czekają już na nas, chodź. Nie za ciężko, prawda?
 Uśmiechnąłem się i zamknąłem za nami drzwi, prowadząc chłopca do podstawionej już limuzyny.
 - Nie, jest w porządku, choć nie mam pojęcia jak w tym usiąść - zaśmiałem się rozbawiony i poszedłem za nim do limuzyny.
 Minąłem po drodze tamtego gościa, gdy mnie zobaczył gazeta wypadła mu z rąk. Uśmiechnąłem się, odwracając głowę i wsiadłem za Michaelem do limuzyny.
 - Chyba muszę ładnie wyglądać, ludzie w holu się na nas gapili - zaśmiałem się rozbawiony
 - Bo wyglądasz pięknie - zamruczałem i pomogłem mu wsiąść, samemu sadowiąc się koło niego i poprawiając walizeczkę na jego udzie - teraz powinno być lepiej... Aha, proszę, to twoje zaproszenie.
 Wyjąłem ze schowka koło swojej ręki dwie koperty, zdobione misternie. Westchnąłem cicho i splotłem z nim palce patrząc na niego z uśmiechem.
 - Pięknie wyglądasz, nie mam pojęcia jak dam radę powstrzymać się przed pocałowaniem cię tyle czasu... Aha, i musimy znaleźć tego Harrego... Bożeee...
 - Poradzimy sobie na spokojnie, zostaw to mojej urodzie - zaśmiałem się rozbawiony i oparłem głowę o jego ramię, zamykając oczy.
 Po chwili byliśmy na miejscu, podałem jakiemuś "bramkarzowi" zaproszenia i puściłem mu oczko. Gość nawet ich nie sprawdzając porostu wpuścił nas do środka. Od razu skierowaliśmy się do toalety i z racji tego, że moja kabina była pusta szybko wykonałem swoje zadanie, umyłem ręce i wróciłem na salę. Razem z Michaelem pod ręka rozmawiałem z rożnymi ludźmi, a ze względu na moją mocno azjatycką urodę i kolor oczu przyciągałem mnóstwo mężczyzn. Pojawił się też nasz Harry, któremu poświęciłem znacznie więcej uwagi.
 - Zaraz wracam skarbie - zamruczałem mojemu aniołowi na uszko i pocałowałem go w główkę kierując się do łazienki. Zamknąłem się w kabinie i szybko złożyłem bron, była wąska, długości mojego uda. Wylądowała w nogawce moich spodni przypięta paskiem, wprawdzie było ją trochę widać, ale teraz nikt nie zwracał na to uwagi, każdy był po kilku kieliszkach.
 Wróciłem do Mayi i objąłem go delikatnie odciągając trochę na bok i tańcząc z nim do wolnej muzyki.
 - Stój przy nim, dobrze? - Szepnąłem mu na ucho wtulając twarz w jego włosy, żeby nie wyglądało to podejrzanie - nie namierzę go, a ciebie owszem. Jesteś taki piękny, nie potrafiłbym cię przeoczyć.
 Zamknąłem oczy i pocałowałem go w policzek.
 - Dla Ciebie wszystko - chwyciłem delikatnie jego podbródek i złożyłem delikatny pocałunek na jego ustach, niczym muśnięcie skrzydełek motyla.
 Uśmiechnąłem się zarumieniony i przetańczyłem z nim utwór do końca.
 - Idź teraz, bo widzę, że nudzi go czekanie na mnie, usiądziemy przy stoliku - puściłem Michaela i podszedłem do mężczyzny, proponując, żebyśmy usiedli i zjedli jakieś ciasto, albo wypili drinka.
 Aż mnie zamurowało, kiedy poczułem jego delikatny pocałunek. Miał takie ciepłe, miękkie usta, takie delikatne...
 Uśmiechnąłem się i pokiwałem głową idąc z kieliszkiem na balkon i stanąłem przy poręczy patrząc w dół. Nie było trudno znaleźć mojego anioła, był tak piękny, wybijał się z tłumu. Po chwili odszedłem od barierki i kucnąłem przy niej, wyciągając bron i mierząc przez wąskie prześwity w murku. Włożyłem igiełkę do magazynku i położyłem się na brzuchu na ziemi machając nogami i nucąc pod nosem, czekając aż mężczyzna stanie pod odpowiednim kontem. W końcu strzeliłem, mężczyzna nawet tego nie zauważył, tylko podrapał się po skroni. Zaśmiałem się cicho i znowu schowałem broń, do łazienki, rozłożyłem ją i spakowałem, po czym wróciłem do Mayi, całkowicie olewając kobiety, które zaczynały coś do mnie mówić
 - Pan wybaczy, ale muszę ją porwać, za długo pan ją uwodzi - zamruczałem podając chłopcu dłoń z głębokim ukłonem, na co kilka kobiet zaczęło zawodzić cicho pod nosem, to samo kilku dostawiających się do Mayi mężczyzn - mogę prosić do tańca?
 - Proszę o wybaczenie - uśmiechnąłem się do mężczyzn i podałem Michaelowi dłoń.
 Wspólnie doszliśmy na parkiet, położyłem dłoń na jego ramieniu, a drugą chwyciłem jego dłoń i odgiąłem delikatnie główkę do tyłu, obracając ją w bok. Wirowaliśmy na parkiecie jak zawodowi tancerze, będąc w sumie niezłym widowiskiem, po jakiejś godzinie moje stopy stwierdziły, że wystarczy tego dobrego.
 - Muszę iść do łazienki - spojrzałem na Michaela, zastanawiając się czy mam coś odebrać, czy też może nie.
 Pokiwałem głową i delikatnie dotknąłem jego sukni na wysokości uda.
 - Jeszcze chwilkę posiedzimy, za jakieś dwie godziny zjedzie się tu policja - szepnąłem całując go w szyję i puszczając go, zgadzając się zatańczyć z jakąś kobietą w błękitnej sukni, która nie chciała mi dać spokoju. Uśmiechnąłem się jeszcze do Mayi i wskazałem wzrokiem stolik, dając mu znak, że będę go tam szukał.
 Poszedłem do łazienki i załatwiłem swoją potrzebę, dopinając do paska pudełeczko, dokładnie tak jak zrobił to Michael. Gdy tylko usiadłem do stolika otoczył mnie tłum wielbicieli, którzy usilnie starali się zaprosić mnie do swoich hotelowych pokoi, ale oczywiście grzecznie im odmawiałem. W końcu zobaczyłem Michaela, byłem już zmęczony tym wszystkim i chciałem wrócić do domu się położyć.
 - Jak zasymuluję zemdlenie to możemy wyjść wcześniej? - zapytałem go dyskretnie na ucho.
 Pokiwałem głową i uśmiechnąłem się delikatnie.
 - Ale najpierw spróbuj tego, jest przepyszne - zamruczałem i delikatnie wsunąłem mu w usteczka malutki kawałek ciasta, obejmując go w pasie - i jak? Ja je uwielbiam, ale nie umiem takiego zrobić... Tylko w piekarniach im wychodzą.
 Uśmiechnąłem się i posadziłem go sobie na kolanach przytulając do siebie delikatnie.
 - Przecież ono nie jest trudne - zaśmiałem się rozbawiony, wcinając powoli.
 W końcu skapitulowałem i zacząłem wcinać różne ciastka i kanapeczki. Dużo ludzi przysiadło się do nas, kobiety próbowały zagadywać Michaela, a mężczyźni mnie. Po chwili znudzony kopnąłem delikatnie Michaela.
 - Słabo mi - mruknąłem, strzelając białkami i perfekcyjne udałem zemdlenie, osuwając się po krześle i wpadając wprost w ramiona Michaela.
 Złapałem chłopca i wybiegłem z nim na zewnątrz, prosto do limuzyny.
 - Pospiesz się, Maya teoretycznie zemdlał - oznajmiłem kierowcy i pocałowałem chłopca w czoło - jesteś małym geniuszem, wiesz? I... dziękuję za tego całuska. To była najlepsza rzecz, jaka mi się w życiu przytrafiła. Dziękuję.
 Uśmiechnąłem się delikatnie przytulając go mocno do siebie. Mój słodki, kochany chłopczyk.
 - Ależ oczywiście, że wiem - zaśmiałem się rozbawiony, kładąc w limuzynie z głową na kolanach Michaela.
 - Możesz mi rozpleść włosy i głaskać po główce - zamruczałem zadowolony, zamykając oczka.
 W końcu dotarliśmy do hotelu, pozwoliłem się wziąć na ręce jak księżniczkę i zanieść do pokoju. Zrzuciłem buty i walnąłem się na łóżko, śmiejąc cicho i unosząc suknię.
 - Czyń honory - wskazałem na broń przypiętą do paska.
 - Dziękuję ci, moja pani - zamruczałem klękając przy jego stopach i zacząłem je całować, powoli sunąc ustami w górę, aż w końcu rozpiąłem pasek zębami, ale dalej całowałem delikatną, bladą skórę - pięknie pachnie - szepnąłem wtulając policzek w jego udo i wzdychając cicho. Odsunąłem się od niego z niechęcią i pocałowałem go w rączkę - na prawdę chciałbym całować cię całego, cale twoje ciało. Jest takie piękne, zrobiłbym dla niego wszystko.
 Uśmiechnąłem się i tym razem pocałowałem jego stópkę, potem drogą, potem trochę wyżej, aż w końcu całą jego łydkę zasypywałem pocałunkami.
 Zarumieniłem się okropnie i odsunąłem od niego delikatnie, zakrywając suknią swoje nogi.
 - To okropnie krepujące, to co robisz, zawstydzasz mnie - spuściłem główkę, zaciskając mocniej łapeczki na materiale.
 W końcu podniosłem na niego oczy, delikatnie rozchylając wiśniowe usta i pokazując śnieżnobiałe ząbki.
 - Myślę, że możesz mnie pocałować...
 Otworzyłem szeroko oczy ze zdumienia i przełknąłem ślinę powoli się do niego kładąc dłonie na jego policzkach.
 - Jesteś tego pewny? - Szepnąłem niepewnie patrząc mu w oczy - nie musisz, wiesz, że mogę czekać ile tylko zechcesz? Tak długo jak będzie trzeba, nawet gdybyś nigdy miał się nie zgodzić. Nie musisz się zgadzać tak szybko, nie spieszy mi się.
 Uśmiechnąłem się i pocałowałem go w nosek głaszcząc go kciukami po policzkach.
 Złapałem go za policzki, gdy tylko skończył mówić i zamknąłem oczka, delikatnie zbliżając wargi do jego warg i muskając je swoimi. Całowałem go niepewnie i bardzo delikatnie, zupełnie jak nieświadome i niededukowane dziecko. W końcu odsunąłem się od niego i zarumieniłem okropnie.
 - Wybacz, jestem w tym beznadziejny - westchnąłem cicho.
 - Nie, to nie prawda - szepnąłem z uśmiechem nie otwierając oczu i wplotłem palce w jego włosy ostrożnie wpijając się w jego usta i powoli rozchylając językiem te piękne wargi, cały czas dając mu czas na wycofanie się.
 Po chwili już całowałem go czule głaszcząc po pleckach i rozplatając jego włosy. Przytuliłem go mocno odrywając się na moment i uchylając powieki żeby spojrzeć mu głęboko w oczy, ledwo przytomny z przyjemności.
 - Nigdy nie cieszyłem się tak bardzo ze zwykłego pocałunku - szepnąłem cicho uśmiechając się delikatnie i jeszcze raz go pocałowałem, tym razem krótko i delikatnie - jesteś cudowny. Jesteś najcudowniejszym chłopcem na świecie. Najlepszym, co mi się w życiu trafiło. Jesteś moim małym aniołem, dla którego zrobiłbym wszystko.
 Uśmiechnąłem się i delikatnie odgarnąłem kilka kosmyków z jego twarzy, zakładając mu je za ucho. To na prawdę był najcudowniejszy pocałunek w moim życiu. Maya miał tak delikatne usteczka, tak słodziutkie... Idealne. Mój kochany, słodki.
 Otworzyłem oczy zdziwiony, oddając pocałunek i starając się delikatnie kopiować jego ruchy. W końcu odsunął się ode mnie a ja nadal siedziałem z rozchylonymi usteczkami zdziwiony.
 - To chyba dobrze - szepnąłem okropnie zarumieniony.
 Spuściłem wzrok i złapałem go za ręce, obejmując się nimi i wtulając się w jego klatkę piersiową.
 - Pogubiłem się... już nie wiem, co do ciebie czuję, przepraszam.
 - Nie szkodzi - szepnąłem cicho uśmiechając się delikatnie i przytulając go mocno - masz tyle czasu na zastanowienie się ile tylko chcesz. Mówiłem już, będę na ciebie czekał. Tak długo, jak tylko zechcesz, nie będę cię pospieszał. Kocham cię tak bardzo, nie wiem czemu. Nie będę zły jeśli powiesz że ty nie czujesz do mnie nic, nie masz obowiązku odwzajemniać moich uczuć. I jeszcze ci nie powiedziałem, ale świetnie się dzisiaj spisałeś. Jesteś najlepszym przemytnikiem na świecie, i najlepszą kobietą. Jeszcze nigdy takiej nie widziałem.
 Zaśmiałem się cicho i pocałowałem go delikatnie w czoło zaczynając rozplatać mu gorset.
 - Nie rozbiorę cię, nie bój się - szepnąłem cicho, co chwilę składając pocałunki na jego czole - tylko ci pomogę, dobrze? Wyglądasz cudownie, ale już późno, powinieneś się położyć. Ja polecę z Bootą do Japonii, postaram się wrócić jutro o tej samej porze. Rano przyjdzie tu kobieta, będzie miała czerwony pasek w kwiatki w spodniach, zna japoński i zajmie się tobą, jest całkowicie do twojej dyspozycji. Może być?
 Zdjąłem mu gorset odkładając go na bok i pomogłem mu się położyć, zajmując się teraz spódnicą. Nie mogłem się powstrzymać, kiedy już leżał w samych majteczkach, zacząłem całować jego zgrabne nóżki i pierś, wodząc palcami po tym pięknym ciele.
 - Nie chcę zostawać sam, z jakąś obcą kobietą, poza tym obiecałeś kupić mi ciuchy nie mam co jutro założyć - z ciężkim westchnieniem podniosłem się z łóżka i chwyciłem swoje spodenki i podkoszulek. Wyprałem je w umywalce i włączyłem kaloryfer w łazience, kładąc je na nim. Zmyłem makijaż i wróciłem do pokoju, kładąc się na Michaelu i wzdychając cicho, zamknąłem oczka.
 - Spać, głaskaj mnie...
 - A wytrzymasz jeszcze cały miesiąc z tym słodziakiem? - Szepnąłem z uśmiechem opierając się o poduszki, już w samych bokserkach, i głaszcząc go po główce - jeśli dasz radę to cię nie zostawię, nawet na moment. No dobra, tylko na chwilkę, muszę iść się umyć. Poczekaj minutkę, zaraz wrócę.
 Pocałowałem go w główkę i wysunąłem się spod niego lecąc do łazienki. Wymyłem się szybko, przebrałem bokserki i wsunąłem się pod chłopca znowu zaczynając go głaskać.
 - Mam już odrosty - mruknąłem drapiąc się po głowie, gdzie tuż przy skórze było już widać śnieżnobiałe włosy - jak myślisz, jaki kolor powinienem sobie jebnąć na głowę? Może teraz jakiś zabawny? Co powiesz na fioletowy?
 Zaśmiałem się i objąłem go ramionami wtulając twarz w jego ciemną czuprynkę.
 - Możesz wrócić do naturalnego, ten mi się nie podoba, jest ciemny, a Ty nie wyglądasz jak Japończyk - zaśmiałem się, leżąc wygodnie na jego klatce.
 - Nie muszę jutro nigdzie wychodzić, jeśli przywieziesz mi ciuchy z domu - uśmiechnąłem się, głaszcząc go po piersi.
 Mruczałem cichutko, smyrając noskiem po jego szyjce i powoli odpływając.
 - Czyli mam jechać - zamruczałem cicho zaczynając drapac go za uszkiem - w takim razie rano się zmywam, ale na zakupy idźcie, dobrze? I co to znaczy, że nie wyglądam jak Japończyk? Sugerujesz, że nie podobam ci się z wyglądu?
 Spojrzałem na niego podejrzliwie i uśmiechnąłem się widząc, że chłopak już prawie śpi. Pocałowałem go w główkę i sam też zamknąłem oczy, nie przestając go głaskać.
 - Nie mówię, że mi się nie podobasz, wręcz przeciwnie, ale nie wyglądasz jak rasowy Japończyk - zaśmiałem się rozbawiony - Naprawdę to jesteś bardzo przystojny...
 Złapałem go za ręce i podsunąłem je trochę wyżej na swoją głowę, żeby mnie głaskał.
 - Nie przestawaj, to takie przyjemne... - zamruczałem.
 - Nie przestanę - szepnąłem cicho uśmiechając się zadowolony - jesteś słodki i cieszę się, że tak mówisz. Tylko że wiesz...
 Z westchnieniem wyciągnąłem sobie z oczu szkła kontaktowe i spojrzałem na niego krwistoczerwonymi tęczówkami uśmiechając się smutno.
 - Dalej uważasz, że jestem przystojny? - Mruknąłem odwracając wzrok - Albinizm. Kiedyś miałem jeszcze problemy ze skórą, ale lekarza udało się to unormować... Ale włosy i oczy zostały. Jesteś pierwszą osobą, która widzi moje oczy.
 Pogłaskałem go po policzku i zakropiłem sobie oczy z powrotem zaczynając zakładać kontakty. Już nigdzie się bez nich nie ruszałem, mój naturalny wygląd nie był zbyt dobrze odbierany, sam nie wiem, czemu zdjąłem je przy Mayi. Chyba po to, żeby udowodnić samemu sobie, że ktoś może mnie zaakceptować takim, jakim jestem, chociaż nie miałem pewności jak chłopak zareaguje.
 - Jakie fajne - zaśmiałem się rozbawiony i odsunąłem jego soczewki, patrząc mu w oczy - Fajniuchne, naprawdę.
 Przyglądałem mu się jeszcze przez chwilę i w końcu ziewnąłem cicho, znowu się kładąc.
 - Przestałeś głaskać, nie podoba mi się to - mruknąłem - Nie noś ich na noc chociaż, to niezdrowe...
 Poleżałem jeszcze przez chwilę i w końcu podniosłem się szybko.
 - Zamówmy pizzę...
 - Tak jest, pizza.
 Zaśmiałem się cicho i złapałem telefon hotelowy zamawiając nam pizzę ze wszystkimi składnikami, których chłopiec sobie zażyczył, przy okazji odkładając szkła do opakowania. Położyłem się z chłopcem głaszcząc go i drapiąc, całując co chwilę w czoło.
 - Na prawdę nie przeszkadza ci że... No wiesz, mam jednak na prawdę dziwne oczy. Nawet białek nie mają. To trochę straszne, nie uważasz? Są całkiem przezroczyste, i nie mogą nic z tym zrobić.
 Uśmiechnąłem się delikatnie wplatając palce w ciemne, lśniące włosy i dalej go drapciając i głaskając. Mój słodki chłopczyk, taka piękność.
 - Nie, zauważyłem to na balu, nasze oczy były wtedy wyjątkowo blisko - zarumieniłem się okropnie, spuszczając wzrok i wtuliłem się w jego klatkę.
 Zsunąłem się z niego i usiadłem obok, włączając telewizor i szukając czegoś po angielsku. Gdy znalazłem w końcu jakiś film, skupiłem się na nim, czekając na pizzę. W końcu ktoś zadzwonił do drzwi, wręcz zerwałem się z łóżka, żeby odebrać pyszne jedzonko.
 Zaśmiałem się i zarzuciłem na chłopca szlafrok wstając za nim i płacąc za zamówienie.
 - Smacznego koteczku - szepnąłem mu do uszka siadając przy nim na łóżku - mam nadzieję, że będzie dobra.
 Z uśmiechem wyciągnąłem z torby pendrivea i podłączyłem go do telewizora włączając nam jakiś film, który na nim był. Szczerze powiedziawszy zaciągałem je pod Mayę i liczyłem na to, że mu się spodoba.
 Po chwili wciągnąłem się w film i jadłem pizzę na oślep, nie zawsze trafiając łapką po kawałek i tym kawałkiem do sosu.
 - Michael... sos mi ucieka - mruknąłem niezadowolony.
 W końcu uśmiechnąłem się zadowolony i najedzony, i położyłem się z główką na jego kolankach. Ledwo dotrwałem do końca i usnąłem, wtulając się w zwiniętą kołdrę miedzy moimi nogami i pomrukując przez sen.
 Uśmiechnąłem się delikatnie widząc, że chłopak już zasnął i wziąłem go na ręce żeby umyć mu w łazience buźkę i łapki, odniosłem go do pokoju i położyłem na pościeli przykrywając go czule kołdrą i całując w czoło.
 - Lecę koteczku - szepnąłem cicho i ubrałem się szybko dzwoniąc w międzyczasie, żeby podstawili mi samolot. Już miałem założyć sobie kontakty, ale zrezygnowałem, skoro Mayi się podobało bez to niech zostanie. Złapałem śpiącego futrzaczka i z ciężkim sercem napisałem Mayi karteczkę kładąc ją na poduszce przy nim. Położyłem na niej klucze i swoją kartę gdyby chciał iść na zakupy i wyszedłem zatrzaskując za sobą drzwi.
 Po chwili już siedziałem w samolocie patrząc smutno na Bootę i głaszcząc go czule. Tak bardzo nie chciałem go zostawiać, może i nie poświęcałem mu za dużo czasu, ale to wcale nie znaczyło, że go nie kochałem, wręcz przeciwnie. Był moim kochanym pieszczoszkiem, malutkim pieseczkiem, za którym szalałem.