czwartek, 16 lipca 2015

Psychodeliczne Y. rozdział II

O trzeciej po południu w końcu wstałem i ubrałem się. Nudno tak, kiedy nie trzeba iść do pracy... Uśmiechnąłem się delikatnie i wsiadłem w auto jadąc do kawiarni. Tam usiadłem przy stoliku i zacząłem szukać wzrokiem Mayi. Musiałem go przeprosić za wczoraj skoro on na prawdę nie wiedział, co się z nim dzieje w nocy...
 - Hej, czekaj moment! - Złapałem za rękę śliczną pokojóweczkę z włosami układającymi się w uszka i uśmiechnąłem się do niego delikatnie - chciałem przeprosić za wczoraj... Wiem, że głupio wyszło, na prawdę pomyliłem cię z kimś innym, wyglądacie bardzo podobnie. W sumie jesteście identyczni... W każdym razie przepraszam. Dasz się namówić na przeprosinową kawę, albo czekoladę jak wolisz?
Przechyliłem lekko głowę uśmiechając się łagodnie, nie chcąc spłoszyć tego dziwnego stworzenia. Teraz już miał dwie pary zębów na szyi, po obu stronach. Co z nim było nie tak?..
 - Ja... myślę, że może pozwolić się gdzieś zaprosić - uśmiechnąłem się, delikatnie kłaniając się. - Kończę dzisiaj zmianę wcześniej, o 16, jeśli poczekasz możemy...
 Odwróciłem się z uśmiechem na pięcie i dosyć szybko się uwinąłem. Po skończonej pracy, przebrałem się w normalne ciuchy, a dzisiaj miałem na sobie jeansową koszule i krótkie czarne spodenki. Wyszedłem z kawiarenki i stanąłem przed drzwiami, czekając na tego dziwnego przystojniaka
 - Witam z powrotem - uśmiechnąłem się podchodząc do chłopca i delikatnie chwytając jego dłoń, kłaniając się przed nim z gracja - porywam cię, jeśli pozwolisz. Nie przedstawiłem się, jestem Michael. Mogę spytać o twoje imię?
 Spojrzałem na niego z delikatnym uśmiechem nadal kłaniając się jak na gentelmana przystało. Nie wydawał się być taki jak tamten Maya, więc wolałem podejść go w inny sposób.
 Zarumieniłem się okropnie i odwróciłem główkę, przygryzając wargę zawstydzony.
 - Asahi, nazywam się Asahi Maya, ale proszę mów do mnie po imieniu... - moja dłoń lekko zadrżała w jego uścisku.
 - Bardzo milo mi Cię poznać, ale nadal nie rozumiem jak mogłeś mnie z kimś pomylić, jeszcze nie widziałem nikogo, kto miałby tak... niesforne włosy jak ja...
 - Masz rację, jesteś wyjątkowy - uśmiechnąłem się i podałem mu ramie powoli prowadząc go do innej kawiarenki, w której sprzedawali najlepszą na świecie czekoladę - ale wiesz, mój znajomy jest nieco dziwny, mógł ułożyć tak włosy z nudów. W każdym razie jeszcze raz wybacz moje zachowanie, musiałem wprawić cię w zakłopotanie. Proszę, piękności przodem.
 Otworzyłem przed nim drzwi znowu się kłaniając i wpuszczając go do kawiarni z delikatnym uśmiechem. Słodki był, strasznie słodki.
 Wszedłem do środka i usiadłem do stolika, który wskazała nam kelnerka. Uśmiechnąłem się do dziewczyny i przysunąłem się trochę do okna, odbierając z jej rąk kartę i dziękując ładnie.
 - Czemu zdecydowałeś się mnie zaprosić? - spytałem cicho, już wiedząc, co chcę zamówić.
 Rozglądałem się jak małe dziecko, podziwiając obrazy zawieszone na ścianach.
 - Uznałem że muszę cię jakoś przeprosić, poza tym jesteś na prawdę ładny - uśmiechnąłem się delikatnie - chociaż, chyba nie powinienem tego mówić nie wiedząc nic o twojej orientacji, prawda?
 Posłałem mu smutny uśmiech i zamówiłem sobie zwykłą czekoladę patrząc na chłopaka i czekając aż sam się na coś zdecyduje.
 - Nie przepadam za dziewczynami, ale nigdy nie miałem chłopaka. Powiem Ci sekret, ostatnio dzieje się coś dziwnego. Gdy budzę się rano, mam na ciele jakieś dziwne ślady. Na przykład tak jak te ugryzienia na szyi, nie mam pojęcia skąd się to bierze, trochę mnie to martwi. Nawet nigdy się nie całowałem, a tu... - byłem tak zawstydzony, że nie mogłem utrzymać kontaktu wzrokowego.
 Z tego wszystkiego wybawiła mnie kelnerka, zamówiłem mleczną czekoladę i szarlotkę z bitą śmietaną, po czym spojrzałem mocno zawstydzony na mężczyznę.
 Uśmiechnąłem się i delikatnie podniosłem brodę chłopca przyglądając się jego szyi.
 - Może po prostu ostatnio po okolicy grasują jakieś komary-mutanty z takimi wielgachnymi zębiskami? - z bardzo poważna mina ułożyłem dłonie w kształt wielkich szczęk - myślę, że to na pewno to.
 Uśmiechnąłem się i w końcu zaśmiałem rozbawiony czochrając go delikatnie, jak małego dzieciaczka, w końcu tak się zachowywał.
 - Za tydzień mam kolokwium, a jeszcze nic nie powtórzyłem. Ledwo zdąży zapaść zmrok, a mi urywa się film, chyba muszę iść do kogoś, żeby przepisał mi jakieś leki - ziewnąłem, poprawiając się na krześle.
 - Czym się zajmujesz? Często Cię widuję w kawiarence... - przygryzłem wargę, odwracając głowę troszkę zawstydzony jego nachalnymi spojrzeniami
 - Wybacz, gapię się na ciebie - zaśmiałem się cicho odwracając oczy - ale jesteś na prawdę piękny, trudno oderwać od ciebie wzrok. A wracając do twojego pytania... Jestem tłumaczem w takiej jednej firmie, na dodatek jeszcze negocjatorem. Klienci lubią być zabierani do takich kawiarni jak ta, w której pracujesz, no wiesz, to dla nich nowość. Chętniej podpisują umowy mając koło siebie mnóstwo takich śliczności jak ty w pięknych sukieneczkach. Wybacz, znowu się gapię - zaśmiałem się cicho kręcąc głowa rozbawiony - w każdym razie, co musisz powtórzyć? Ostatnio moi klienci tak się na ciebie zapatrzyli, że nawet nie myśleli o tym, co podpisują i wyszło nam to na dobre, wiszę ci za to przysługę. Jeśli będę mógł to chętnie z tobą powtórzę. Jestem wszechstronnie wykształcony, więc wiesz.
 Mrugnąłem do niego z uśmiechem i zacząłem powoli pic swoja czekoladę.
 - Studiuję matematykę i informatykę. Chciałbym zostać grafikiem komputerowym, oprócz tego zawsze marzyłem o wydawaniu mang, ale pod tym względem nie jestem jakoś wszechstronnie uzdolniony. To znaczy umiem rysować, ale mam wrażenie, że zawsze czegoś brakuje moim historią.... a kolokwium mam z programowania. Naprawdę nie wiem po co uczymy się takich pierdół, skoro nikt na roku nawet nie myśli o zostaniu programistą - naburmuszyłem się jak dziecko i odebrałem od kelnerki zamówienie, zabierając się za nie z ochotą.
 - Coś ty, programista to bardzo pożądany człowiek - uśmiechnąłem się delikatnie - chciałem zostać programista, ale zaraz po zdaniu wszystkich języków i psychologii czekali na mnie dosłownie przed drzwiami, nie chciałem odmawiać a potem szukać sobie czegoś innego. Wiesz, lepiej korzystać. Jeśli masz czas, dzisiaj albo jutro albo kiedy chcesz, to mogę ci pomoc. Wystarczy słówko, czuję się zobowiązany. No i grzechem by było pozwolić uciec takiej piękności sprzed nosa, chętnie pomogę, choćby po to żeby się spotkać.
 Uśmiechnąłem się łagodnie odstawiając do polowy opróżnioną szklankę i patrząc na chłopca. Na prawdę był piękny, aż żal było wypuszczać go z rąk, kiedy raz już się go złapało.
 - Jutro jest piątek, więc mam zajęcia, ale w sobotę nie chodzę na uczelnię, a pracuję tylko od 10-13, więc możesz mi pomóc, jeśli będziesz miał czas... - zarumieniłem się słodko, uśmiechając szeroko.
 Na środku noska miałem bitą śmietankę, ubrudziłem się wsuwając ciastko, nawet tego nie poczułem, okropna ze mnie niezdara.
 - Chętnie do ciebie wpadnę, jeśli pozwolisz - uśmiechnąłem się ciepło wyciągając rękę i zgarniając mu śmietanę z noska - chyba, że wolisz spotkać się w bardziej publicznym miejscu, nie będę miał nic przeciwko. W końcu pierwszy raz ze sobą rozmawiamy, masz prawo czuć się... dziwnie? Niezręcznie? Sam nie wiem, w każdym razie zrozumiem.
 Zlizałem sobie bitą śmietanę z palca i popiłem czekolada wbijając wzrok w kubek i zamyślając się.
 - I chętnie zobaczę twoje mangi, jeśli nie masz nic przeciwko. Lubię takie unikaty, napisane przez jeszcze nieznanych artystów, którzy kiedyś staną się rozchwytywanymi mangakami. A ja będę się wtedy cieszył świadomością, że jestem jedyną osobą, która widziała pierwsze i najlepsze ich dzieła.
 Przechyliłem głowę uśmiechając się przyjaźnie. Ten chłopak na prawdę był zupełnie inny niż Maya z nocy. Byli tą samą osobą, ale zupełnie inną. Nie rozumiałem... Czemu zachowywał się tak dziwnie? Jakby nie chciał, żeby ktoś łączył jego różne zachowania, zupełnie odmienne. Ale gdyby tylko o to chodziło to pamiętałby to, co działo się w nocy. Zgrywał się? Kretyna udawał czy co? Niee, nie wyglądał. Raczej na prawdę nie pamiętał. Boże, miałem maturę z psychologii a nie potrafiłem tego zrozumieć... Chyba muszę jeszcze zdać na psychiatrę żeby ogarnąć, co z nim jest nie tak.
 - Możemy iść do mnie, nie przeszkadza mi to. To chyba przez to, że bardzo szybko ufam ludziom, choć wiem, że nie powinienem, ale Ty mnie nie skrzywdzisz, prawda? - spojrzałem mu ufnie w oczy i zarumieniłem się delikatnie.
 - Na razie muszę się zbierać, co prawda ciemno robi się po 20, ale jest już prawie 18, a ja jestem naprawdę zmęczony- spojrzałem na niego przepraszająco i dopiłem swoją czekoladę.
 - Mogę cię podwiesić, jeśli chcesz, wyglądasz na zmęczonego - uśmiechnąłem się i zawołałem kelnerkę prosząc o rachunek - daleko mieszkasz?
 Zapłaciłem zostawiając spory napiwek i znowu podałem chłopcu ramie wyprowadzając go uprzejmie z kawiarni i stając przed schodkami, nie chcąc się zdradzić z faktem że wiem, gdzie mieszka. W końcu obiecałem, prawda?..
 - I nie, nie mam zamiaru cię skrzywdzić. Jesteś niezwykłe kuszący, ale nie musisz obawiać się niczego z mojej strony. Nie mam w zwyczaju gwałcić piękności, na których sympatii mi zależy.
 - Nie, to nie problem, mieszkam dosłownie kilka kroków od kawiarenki. Stąd to będzie jakieś 10 minutek na nogach, więc się tym nie przejmuj, to naprawdę nie jest daleko - wstałem od stołu i z przyzwyczajenia ukłoniłem się delikatnie, posyłając mu szczery i delikatny uśmiech.
 - Jeśli czas Cię goni nie musisz mnie odprowadzać - obróciłem główkę, delikatnie wzruszając ramionkami.
 - Czasu mam aż nadto, więc jeśli tylko moje towarzystwo jeszcze cię nie znudziło, chętnie się zaoferuję - uśmiechnąłem się równie szczerze jak on - poza tym nie mam takiego szczęścia jak ty i do siebie muszę dojeżdżać autem, a to zostawiłem pod kawiarnią, więc mam po drodze. Chętnie spędzę z tobą jeszcze chwilę.
 Westchnąłem cicho zaczynając iść ciemniejącymi uliczkami w stronę kawiarni i niezbyt zwracając uwagę na ludzi nuciłem cicho pod nosem, niezwykłe szczęśliwy. No bo kurwa, jak tu się nie cieszyć, kiedy taki słodziak nie dość, że dał zaprosić się na czekoladę, to jeszcze zgodził się przyjąć moja pomoc i wprost oznajmił, że mi ufa?
 Szedłem zaraz obok tego miłego pana, którego imię już zdążyło wypaść mi z głowy. Gdy podeszliśmy pod moje mieszkanie, obróciłem się do niego z uśmiechem.
 - Chcesz może wejść na herbatę? - oparłem się o murek, szukając klucze.
 Wyciągnąłem je z dna torby i z uśmiechem otworzyłem furtkę, podchodząc do klatki. To był niski blok, tylko 2piętrowy, ale mieszkania były ładne i przestronne.
 - Jeśli to nie problem, to z chęcią skosztuję twojej herbaty - uśmiechnąłem się i złapałem klucze wypadające z torby zanim upadły na ziemię - oj, niezdarna księżniczko.
 Zaśmiałem się cicho i zabrałem mu torbę, żeby ułatwić mu otwarcie drzwi. Straszna z niego niezdara, ale to robiło z niego takiego strasznego słodziaka...
 - W sumie zaprosiłeś mnie na herbatę a mówiłeś, że jesteś zmęczony, więc może jednak wolisz zostać sam? Nie będę miał ci tego za złe, zrozumiem, też mam czasem cięższe dni.
 - Nie, skoro już Cię zaprosiłem, to nie mogę Cię teraz wyrzucić - uśmiechnąłem się zarumieniony i wpuściłem go przodem.
 Oczywiście musiałem się potknąć o jakiś kamień i upaść na mężczyznę. Odsunąłem się, gdy tylko złapałem równowagę i spojrzałem na niego przepraszająco.
 - Wybacz... - już bez żadnych problemów wpuściłem go do mieszkania.
 Miałem dużą kuchnię z jadalnią, mały pokój gościnny, sypialnię i łazienkę.
 - Usiądź ja zaparzę herbatę.
 - Ładne mieszkanie - uśmiechnąłem się delikatnie siadając na kanapie i rozglądając się zaciekawiony - mieszkasz sam? Nie wyglądasz w sumie na studenta, to trochę dziwne. Dziękuję.
 Z uśmiechem chwyciłem kubek i upiłem łyk. Dobra. Jak nie przepadałem za herbatą, to ta była na prawdę pyszna. Miała delikatny smak, nie taki intensywnie herbaciany.
 Kiedy chłopak usiadł naprzeciwko wlepiłem w niego zaciekawiony wzrok.
 - Wybacz, że tak na ciebie patrzę, ale jesteś na prawdę ciekawym człowiekiem - uśmiechnąłem się delikatnie - jeśli ci to przeszkadza to powiedz, następnym razem kupię opaskę na oczy.
 Zaśmiałem się opierając kubek na kolanach i przechylając głowę.
 - Jeśli chodzi Ci o mój wiek to mam 21 lat - uśmiechnąłem się, przechodząc do swojej sypialni i wracając po chwili w samym podkoszulku, sięgającym mi do kolan.
 - Wybacz ten strój, ale są takie upały, że po prostu masakra - włączyłem klimatyzację i usiadłem na przeciwko, ziewając cicho - Mam upieczone ciasto, jeśli masz ochotę to ukroję nam po kawałku...
 - Na prawdę chętnie bym skosztował, ale widzę jak zmęczony jesteś - uśmiechnąłem się i podniosłem z kanapy odstawiając szklankę na stolik - wybacz, że zająłem twój czas, postaram się jakoś wynagrodzić ci tą stratę. Połóż się, ja już pójdę. Śpij smacznie.
 Uśmiechnąłem się i w odruchu jakiejś dziwnej troski nachyliłem się żeby pocałować go w czoło. Odsunąłem się z delikatnym uśmiechem i poszedłem do drzwi, znikając za nimi z westchnieniem. Polubiłem go, bardzo. Całkowity kontrast tamtego Mayi, słodki i na swój sposób pociągający.
 Szybko dotarłem do auta i podjechałem pod bar, ten, co przedostatniej nocy. Usiadłem przy stoliku i zamówiłem sobie kilka drinków wlepiając wzrok w drzwi, czekając na chłopaka.
 Odprowadziłem go do drzwi i zamknąłem je za nim, szybka kąpiel i sen. Miałem tylko dwie godziny, aż zrobiło się całkiem ciemno, a ja obudzony ubrałem się w skąpe ciuszki i poszedłem na miasto. Kiedy dotarłem do baru, on już tam czekał, chwyciłem drinka i prysnąłem mu nim w twarz, patrząc wściekle w jego oczy.
 - Kazałem Ci się do niego nie zbliżać - zawarczałem, łapiąc go za kołnierz i zbliżając jego twarz do swojej.
 - Kazałeś udawać, że go nie znam - uśmiechnąłem się w trochę szalony sposób - wydaje ci się, że mógłby pomyśleć, że się znamy? Nie przypominam sobie żebym wspomniał choćby słowem o tym, co robisz w nocy. O to ci chodzi, co nie? - Teraz to ja złapałem jego i przygniotłem go do ściany - czyżby nasz drogi dzieciaczek miał coś nie tak z główką i nabawił się rozdwojenia jaźni? Ooj, tak mi przykro... Mam cię pogłaskać po główce i powiedzieć, że nie masz się czym martwic, bo ten słodziaczek na pewno nie zrobi sobie krzywdy jak się dowie jak się puszczasz po nocach? Jesteś taki zabawny, o mój boże.
 Zaśmiałem się teatralnie siadając na stole i zdejmując przemoczoną koszulę. Czekałem na niego wystarczająco długo żeby trochę pomyśleć i to wydawało mi się najbardziej rozsądnym wytłumaczeniem.
 - Przecież mu nic nie powiem, nie jestem głupi - mruknąłem już spokojnie patrząc na chłopaka - jest cudowny, nie chcę żeby coś sobie zrobił. Będzie mój, więc muszę się postarać, a nie ranić go. Nie masz się czego bać. O to ci chodzi?
 Uśmiechnąłem się delikatnie przeczesując palcami wilgotne włosy i patrząc na niego trochę smutno.
 Zawarczałem wściekle, gdy przycisnął mnie do ściany i już miałem go kopnąć, ale mnie puścił. Poprawiłem ubrania i zazgrzytałem zębami, patrząc na niego jak na kretyna.
 - Po prostu się odpierdol. Nie zbliżaj się do niego, rozumiesz?! Nie chcę Cię więcej widzieć. To, że jestem jego drugą osobowością nie znaczy, że nie mogę mieć na niego wpływu. Co zrobisz, jeśli zniknę? W każdej chwili mogę stąd wyjechać, nie popychaj mnie do tej decyzji... - moje oczy płonęły gniewem i bezradnością.
 - Znajdź sobie kogoś innego - obróciłem się na pięcie i zacząłem iść w kierunku baru.
 Napiję się, zapalę i wyrwę kogoś na ta noc. Ostatni raz, zanim znikniemy...
 - Czemu mu to robisz? - Złapałem go za nadgarstek przyciągając do siebie i więżąc w żelaznym uścisku swoich ramion - myślisz, że ty masz prawo zabawiać się co noc, a jemu nie wolno nawet porozmawiać z kimś, kto jest dla niego miły? Kpisz sobie? Nie zachowuj się jak jego matka, bo on jest bardziej odpowiedzialny niż ty. Nie jesteś debilem, więc przestań się tak zachowywać. I nie, nie mam zamiaru szukać sobie nikogo innego skoro mam apetyt na ciebie.
 Bez ostrzeżenia wpiłem się łapczywie w jego usta gryząc go i raniąc lekko, ale nie obchodziło mnie to za bardzo. Co on, jaja sobie robi, że mu się wydaje, że go teraz gdziekolwiek puszczę? Chyba go podebrało już do końca. Za bardzo mnie pociągał. Był jednocześnie delikatny i agresywny, spokojny i stanowczy, był przeciwieństwem samego siebie. Podobało mi się to.
 Nawet nie wiem, kiedy mój pocałunek stawał się coraz mniej brutalny, raczej delikatny, jakbym bał się go zranić w jakikolwiek sposób. To wszystko przez to, że przypomniał mi się on z dnia... Popierdoliło mnie już do końca, na prawdę.
 Z początku próbowałem się wyrywać, ale potem zacząłem oddawać go delikatnie, z wielkim żalem i strachem. Nawet nie wiem, kiedy łzy zaczęły mi płynąc po policzkach, a ja zacząłem łkać. Odsunąłem go od siebie i po prostu wyszedłem przed bar, odpalając po drodze papierosa. Nie mieliśmy nikogo oprócz siebie nawzajem, więc nie mogłem pozwolić nikomu nas zranić. Nie chciałem, żeby Maya się przywiązywał, więc ja sam nigdy tego nie robiłem.
 Patrzyłem przez chwilę ze smutkiem na drzwi i w końcu poszedłem za nim.
 - Nie pal tyle, to niezdrowe dla takich maluszków jak ty - zamruczałem podchodząc do niego od tyłu i przytulając go niepewnie - co się stało? Nie płacz, boże, przecież jesteś dorosły, prawda? No już, nie płacz, uśmiech proszę. Chodź, pójdziemy do ciebie, zrobię ci coś do jedzonka i picia, uspokoisz się trochę i powiesz, o co chodzi, dobrze? Nie bój się, nie zjem cię przecież.
 Zaśmiałem się cicho zabierając mu z palców papierosa i całując go delikatnie, nie chcąc go znowu spłoszyć. Taki mały kotek, który mógł uciec dosłownie z byle powodu.
 Pokiwałem głową na znak potwierdzenia, teraz to zgodziłbym się na wszystko. Pozwoliłem mu iść za sobą, ale uprzedził mnie i zaprosił do auta. Dosyć szybko zajechaliśmy do mnie, wpuściłem go do środka i otworzyłem butelkę słodkiego wina.
 - Nie chcę, żebyś się do nas zbliżał, zranisz go i znowu zostaniemy sami, nie chcę tego
 - Czemu miałbym was zranić? - Uniosłem brew zdumiony - co ty opowiadasz? Przecież to nic złego, mieć znajomych, prawda? Nie ma nic dziwnego w spotykaniu się z ludźmi, to naturalne. No już, spokojnie. Nie zrywam znajomości tak bez powodu, nie zostawię cię, w końcu obiecałem ci pomoc, co nie? Oj, proszę cię, czym ty się martwisz? Wyglądam na takiego, co zostawia ludzi, z którymi się zaprzyjaźnia? Chodź tu głupi, mały idiota.
 Posadziłem go sobie na kolanach i pocałowałem z rozbawionym uśmiechem, ale zaraz potem spoważniałem. Nie chciałem żeby był już tylko jednonocną przygodą, chciałem mieć go tylko dla siebie. Był tak niesamowicie pociągający i intrygujący, podobał mi się.
 - Już dobrze? - Szepnąłem cicho odgarniając mu włosy z twarzy - Maya o niczym się nie dowie. Możesz się bawić ile chcesz, możesz chodzić po klubach, sypiać z każdym, nie mam nic do takiego życia. Nawet cię rozumiem, w końcu robię dokładnie to samo. Ale nie złość się o to, że rozmawiam z Mayą, nie wydaje ci się, że jest samotny? Mówisz, że się o niego martwisz, a sam go ranisz odtrącając wszystkich. Daj mu zdecydować samemu, co?
 Przechyliłem lekko głowę i pocałowałem go w czoło jak małe dziecko, którym trzeba się zaopiekować. Taki z niego debil, że już sam nie wiedziałem, co mam o nim myśleć. Ale na pewno nie zamierzałem odpuścić, nie byłem z takich. Planowałem mieć go dla siebie, całego, niezależnie od tego, ile czasu miało mi to zając.
 - Jeśli to spierdolisz, i będzie przez Ciebie cierpiał, pamiętaj, że wiem gdzie mieszkasz - zawarczałem mu na ucho, zaciskając lekko palce na jego szyi i wgryzając się w nią.
 Puściłem go i poczłapałem do łazienki, zrzucając z siebie ciuchy i chowając je tam gdzie zawsze.
 - Rozbierz się, na co czekasz? - spojrzałem na niego groźnie, podnosząc go za kołnierz i popychając na łóżko.
 Zaśmiałem się rozbawiony i zrzuciłem błyskawicznie wszystkie ubrania łapiąc chłopaka za rękę i ciągnąc na siebie. Wpiłem się żarłocznie w jego usta wplatając palce w ciemne włosy i prawie go pożerając. Po chwili jego drobne ciało wylądowało pode mną, podczas kiedy ja zacząłem ocierać się o niego rozciągając go starannie. Po chwili przyssałem się do jego szyi zsuwając usta w dół, zaczynając gryźć jego sutki i jednocześnie wsuwając się w niego powoli. Za tym tęskniłem, tego potrzebowałem najbardziej. Jego cudownego tyłka, najlepszego, z jakim miałem do tej pory do czynienia.
 Oddawałem pocałunek namiętnie, wręcz brutalnie, kąsając go co jakiś czas i pojękując mu przy tym w usta. Było mi z nim naprawdę dobrze. Jego penis idealnie do mnie pasował, a on świetnie ruszał biodrami. Jęczałem głośno, gryząc go co chwilę po szyi i kręcąc tyłeczkiem w takt jego ruchów. Zamieniłem się z nim miejscami, przewracając go na plecy i ujeżdżałem go z dziką rozkoszą, jęcząc i wijąc się nad nim.
 Wyszczerzyłem się dziko podnosząc się do siadu, przez co wsunąłem się w niego do samego końca, przysysając się do jego sutków i ugniatając jędrne pośladki. Mój, tylko mój diabełek, idealnie ruszający się na moim penisie, jęczący w rozbrajający sposób.
 - Genialny - zamruczałem patrząc na jego twarz i ruszając mocno biodrami pod nim - jesteś najlepszy na świecie, boski. Nie wypuszczę cię, zobaczysz.
 Zacisnąłem ręce na jego ramionach, wpijając się po chwili w jego usta, ciągnąc jego wargę i gryząc język. Moje dłonie znalazły miejsce w jego włosach, przeczesując je, ciągnąc i głaszcząc delikatnie. Przylegałem do niego, ocierając się całą powierzchnią ciała.
 - Pieprz mnie, zerznij mnie jak szmatę, chcę więcej - zajęczałem mu w usta, popychając go z powrotem na poduszki.
 Wyszczerzyłem się i przewróciłem go na brzuch łapiąc za nadgarstki i ciągnąc tak, że klęczał tyłem do mnie nie a ja rznąłem go mocno trzymając za ręce i nie pozwalając się odsunąć.
 - Jeszcze mocniej? - Zamruczałem nachylając się nad nim i liżąc go po plecach - chcesz jeszcze więcej? Może przyjedziesz do mnie jutro, zajmę się tobą jak należy. Będziesz moją małą szmatą, która będę rznął całą noc. Co ty na to?
 - A jak to wytłumaczysz jemu? - wyjęczałem, nie mogąc już nawet zamknąć ust.
 Ślinka ściekała mi po brodzie, a ja jęczałem jak niewyżyta szmata, nie mogąc się powstrzymać. Kiedy tylko dotknął mojego przyrodzenia, spuściłem się w jego rękę, zaciskając go w sobie. Kiedy on też skończył, opadłem na poduszki i zacisnąłem łapki na kołderce, oddychając ciężko
 - Zaproszę go do siebie, więc się nie zdziwi jak się zbudzi - zamruczałem kładąc się za nim i zarzucając rękę na jego talię - boże, jesteś zajebisty, mógłbym cię pieprzyc całą noc. Trzeba cię umyć, bo Maya się zezłości.
 Złapałem go w pasie i przerzuciłem sobie przez ramię zaczynając szukać łazienki. W końcu postawiłem go na czworaka w wannie i wsadziłem mu palce w tyłek pomagając wypłynąć wszystkiemu, co się w nim znajdowało. Sam widok wypływającej mu z tyłka spermy mnie podniecał.
 - Nie gap się tak, stary zboczeniec - burknąłem, siadając w wannie i szorując się z uśmiechem - Możesz wejść, zmieścimy się...
 Ziewnąłem słodko i szybko wyszorowałem sobie włosy. Spłukałem się cały i wyszedłem z wanny, zanim tamten zdążył się namyślić.
 - Tak w ogóle to nie pamiętam nawet twojego imienia - zaśmiałem się rozbawiony i założyłem uroczą różową koszulkę w jednorożce, w której Maya usnął.
 - Boże... co za bezguście.
 - Po prostu jest strasznie słodki, jak Szeregowy z Pingwinów z Madagaskaru - zaśmiałem się i sam też skusiłem się na szybki prysznic, ziewając okropnie - zaraz zasnę...
 Czując jak opadają mi powieki wylazłem z wanny i dotoczyłem się do łóżka, na które padłem bez życia, nawet się nie wycierając. Z trudem sięgnąłem po swoje jeansy i koszulę i wciągnąłem je na siebie.
 - Wykończyłeś mnie, dzieciaku zboczony - mruknąłem jeszcze zerkając na zegarek. Trzecia... Boże, za jakie grzechy tyle nieprzespanych nocy pod rząd?.. Może przynajmniej teraz się wyśpię.
 - Już wstaję, już jadę - wymamrotałem już właściwie przez sen i rozwaliłem się na łóżku jakbym był w swoim własnym domu, odpływając nagle.
 Zawarczałem wściekle widząc, że ten baran usnął w moim łóżku i złapałem go za ręce, przerzucając sobie przez ramię. Zaniosłem go do auta i zamknąłem w środku, rozszczelniając okno, żeby się nie udusił. Wróciłem do siebie i położyłem się spać, usypiając prawie od razu. Rano obudził mnie budzik, złapałem kubek kawy i zjadłem śniadanie, odpuszczając sobie bieganie, bo czułem się jak po jakimś maratonie, spakowałem się do szkoły i wyszedłem z mieszkania

4 komentarze:

  1. "na prawdę"
    Skąd on na początku wie o tym, że Maya nie wie, co się z nim dzieje w nocy, jeśli Maya nic mu o tym nie mówił? xD Wygląda to tak, jakby pomiędzy rozdziałem I a rozdziałem II wyrwano jakiś spory fragment tekstu. Takie to wszystko nieskładne, ale motyw z rozdwojeniem osobowości jest spoko xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, nie trudno się domyślić że Maya nie pamięta co się działo w nocy, skoro stwierdził, że nie ma pojęcia skąd te ślady zębów na jego szyi xD Żaden fragment nie jest wyrwany, wszystko jest po kolei i o niczym nie zapomniałyśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że się zgrywał, nie?

      Usuń
    2. Ale się czepiasz xD Jak masz przed sobą takiego słodziaka to nie przychodzi ci do głowy, że on może kłamać, co nie?

      Usuń