Nie pospałem za długo, kiedy tylko wstało słońce zrobiło się tak duszno, że prawie się udusiłem. Wyskoczyłem z auta z ulgą witając lekki wiaterek i uśmiechnąłem się widząc, kto wychodzi z najbliższego bloku. Musiał mnie przenieść do auta, bo byłem pewny, że zasnąłem w mieszkaniu.
- Siemka - uśmiechnąłem się ziewając i starając się ogarnąć włosy na głowie - chyba nieźle się wczoraj upiłem skoro nawet do domu nie dałem rady się dotoczyć... Podrzucić może? Źle jest chodzić po takim słońcu.
Uśmiechnąłem się do chłopaka otwierając drzwi od strony pasażera i z ukłonem zapraszając go do środka. Mój wygląd chyba nie za bardzo pasował do zachowania... Rozczochrane okropnie włosy, pomięta, rozpięta koszula, niezapięty rozporek... I gdzieś zgubiłem buty. Miałem nadzieję, że nie zostawiłem ich u chłopaka.
- Wyglądasz jak 7 nieszczęść - zaśmiałem się rozbawiony - Nie byłem rano biegać, więc przyda mi się spacer, ale dzięki, że spytałeś...
Uśmiechnąłem się zarumieniony i zacząłem iść w kierunku uczelni.
- A jak szukasz butów to są na siedzeniu pasażera - rzuciłem na odchodnym.
Dzisiaj miałem na siebie koszulę w błękitnym kolorze, w różowe rożki lodowe i do tego spodenki i trampki w kolorze rożków.
- Za to ty wyglądasz jak cukiereczek - zaśmiałem się patrząc za nim rozbawiony - i dzięki, właśnie się zastanawiałem gdzie są.
Usiadłem za kierownicą i naciągnąłem sobie na stopy adidaski, złapałem telefon i z ulgą przeczytałem wiadomość od szefa. Dopiero w poniedziałek mieliśmy spotkać się z ważnymi klientami, kazał mi się dobrze przygotować i odpocząć twierdząc, że to może być trudne. Westchnąłem cicho i ruszyłem szybko w stronę domu żeby jako tako się ogarnąć. Zdążyłem nawet się trochę przespać, w końcu stwierdziłem, że trzeba korzystać z życia i pojechałem do mojej ulubionej kawiarni, gdzie Maya powinien kończyć właśnie pracować. Usiadłem na ławeczce przy tylnym wyjściu z bukietem tulipanów i czekałem na niego uśmiechając się jak głupi.
W końcu zobaczyłem jak drobna postać wychodzi przez drzwi, wstałem i skłoniłem się elegancko.
- Dla cukiereczka, żeby nie myślał sobie, że nie umiem się zachować, o czym mógł świadczyć mój wygląd rano - zamruczałem wręczając mu bukiet - mam nadzieję, że trafiłem w gust.
Okazało się, że dzisiaj mieliśmy ćwiczenia, było trudno, ale udało mi się je zaliczyć na 5. Z uśmiechem pobiegłem do kawiarenki i pracowałem do 18, dziś wyjątkowo dłużej. Kiedy uchyliłem drzwi na ławce siedział Michael, trzymając bukiet moich ulubionych kwiatów. Zarumieniłem się okropnie i zabrałem je od niego, patrząc na swoje różowe vansy.
- Przeszkadza Ci to, że się tak ubieram? - zapytałem cicho.
- No coś ty - zaśmiałem się i delikatnie rozczochrałem jego włoski - wyglądasz jak mały cukiereczek, strasznie słodziutko. Podoba mi się, na prawdę. No, ale nie ważne, pozwolisz się dzisiaj znowu gdzieś porwać? Przypuszczam, że jesteś głodny?
Uśmiechnąłem się z nadzieją patrząc w niezwykłe, fioletowe oczy. To chyba one były w nim najbardziej pociągające, tym bardziej, że nie nosił kontaktów z tego, co widziałem.
- Jestem okropnie głodny, przedłużyły mi się ćwiczenia i nie zdążyłem zjeść obiadu - uśmiechnąłem się delikatnie.
- Mam obiad w domu, jak chcesz to wpadaj, ugotowałem ramen - ziewnąłem słodko - Nie mam pojęcia, czemu jestem taki zmęczony, to okropne, dziś prawie usnąłem w pracy, chyba zacznę się do łóżka przywiązywać - pokręciłem głową niezadowolony.
- Coś na to poradzimy - uśmiechnąłem się podając mu ramię i idąc powoli w kierunku jego mieszkania - zaproponowałbym, że cię dzisiaj popilnuję, ale to raczej nie na miejscu, prawda? Daj, potrzymam.
Delikatnie zsunąłem mu z ramienia torbę, która wydawała się o wiele za ciężka dla tak drobnej istotki i po raz kolejny posłałem mu ciepły uśmiech.
- Przypominam, że jutro wpadam pokatować cię programowaniem - zamruczałem patrząc w kierunku już zbliżającej się klatki - a może tym razem to ja powinienem zaprosić do siebie?.. Żeruję na twojej gościnności, głupio mi trochę. Jeśli tylko nie masz nic przeciwko porwę cię dzisiaj, skoro jutro nie idziesz na zajęcia. Obiecuję cię nie tknąć nawet palcem, jeśli tego się obawiasz i odwiozę cię pod same drzwi kawiarni. Co ty na to? Będziemy mieli więcej czasu na rozmowę, a muszę przyznać, że na prawdę milo się z tobą rozmawia.
Przechyliłem lekko głowę uśmiechając się zachęcająco. Na prawdę nie planowałem skrzywdzić go w żaden sposób, na ogół szanowałem prywatność innych, więc nie chciałem ciągnąc go do łóżka zanim sam się na to nie zdecyduje, o ile w ogóle taki cud się zdarzy. W sumie był takiego typu człowiekiem, że sama rozmowa z nim i przebywanie w jego towarzystwie wystarczały do szczęścia, więc na prawdę nie miał się czego z mojej strony obawiać.
Spuściłem głowę, grzebiąc w torbie i wyciągając klucze. Wpuściłem go bez słowa do mieszkania i zabrałem się za odgrzewanie obiadu, uprzednio wsadzając kwiatki do wody.
- Rozgość się, to trochę potrwa- uśmiechnąłem się, zakładając fartuszek z falbankami w kolorze swoich tęczówek.
Kiedy podgrzałem jedzenie, wyłożyłem je na talerze i usiadłem naprzeciw niego, zapominając, co założyłem i zacząłem wcinać.
- Powiedz jak Ci smakuje...
- Jest na prawdę dobre - uśmiechnąłem się szeroko już po pierwszym łyku - świetne. Boże, ja już poproszę dokładkę.
Zaśmiałem się i zacząłem wcinać jak szalony, nawet nie wiedziałem jak strasznie głodny jestem dopóki nie zacząłem jeść. W końcu wyczyściłem talerz już po którejś dokładce z rzędu i westchnąłem szczęśliwy.
- Jeśli kiedyś będziesz szukał pracy, masz zapewnioną u mnie posadę kucharza - oznajmiłem podnosząc się i zbierając talerze - pomyję przynajmniej.
Szybko uwinąłem się ze sprzątaniem, chłopak mnie nakarmił, więc pasowało mu się jakoś odwdzięczyć. Poodkładałem wszystkie naczynia tam, skąd Maya je wyciągnął i podszedłem do niego ostrożnie go obejmując.
- Mogę? - Przechyliłem głowę i rozwiązałem mu fartuszek zaciągając go z niego i odwieszając na miejsce - nie powiem, ładnie ci w nim było, ale głupio się czułem... Teraz wyglądasz normalniej.
Uśmiechnąłem się po raz kolejny dzisiaj patrząc na niego. Szkoda trochę, brak odpowiedzi na moją propozycję mogłem potraktować jako odmowę, więc raczej nasza rozmowa niedługo dobiegnie końca, bo będę musiał się zbierać. Nie wypadało za długo siedzieć mu na głowie, to by było nie w porządku.
- Przepraszam, zapomniałem- zaśmiałem się rozbawiony i ziewnąłem znowu.
- A co do twojej propozycji. Wybacz, ale muszę odmówić... naprawdę ostatnio sypiam coraz gorzej. Myślę, że lunatykuję, wolałbym nie zrobić Ci krzywdy, ani sobie w innym miejscu - uśmiechnąłem się smutno, zapraszając go do swojej sypialni i wskazując mu wygodny fotel przy biurku, a samemu siadając na łóżku.
Mógł nie zauważyć, ale cale moje mieszkanie było w pastelowych kolorach. Nie miałem firanek, bo parapety pokryte były tysiącem kwiatów, ściany moimi własnymi rysunkami, a pościel miałem dzisiaj w kotki.
- Nie martw się, raczej gdybyś miał zrobić sobie krzywdę już dawno byś to zrobił - uśmiechnąłem się delikatnie rozglądając się wokół - ładny pokój, widać, że twój. Lubisz takie kolory, prawda?
Usiadłem na fotelu opierając łokcie na kolanach i splatając palce. Dziwne, mógłbym się na niego tak gapić bez końca, odwalało mi chyba... Albo po prostu się starzałem, kto to wie?
- W każdym razie, jeśli kiedyś się zdecydujesz, moja propozycja zawsze będzie aktualna. I jeśli boisz się spać to chętnie cię popilnuję, jeśli będziesz czół się wtedy lepiej. Nie gryzę, nie musisz się mnie bać. A, właśnie, mógłbym zobaczyć te twoje mangi? Na prawdę bardzo mnie ciekawią.
- Uwielbiam. Nie rozumiem jak ludzie mogą mieć np. czysto biały pokój, wszystko białe, no paranoja jakaś. Ja bym chyba umarł z nudów. A jak pokój jest kolorowy to od razu człowiek jest szczęśliwszy - uśmiechnąłem się, zeskakując z łóżka.
Podszedłem do szafy, gdy ja otworzyłem, w ostatnim momencie złapałem pudełko i odstawiłem je na ziemię. Wyciągnąłem mangi i podałem mu je, siadając na ziemi.
- Fajne? - zapytałem z uśmiechem, pokazując mu spineczki z kwiatuszkami, opaski i wianuszki - sam je robię a potem sprzedaję przez internet, mam nawet swoja stronkę.
- Mały biznesmen z ciebie - stwierdziłem delikatnie wyjmując mu z rączki spinkę i oglądając ją dokładnie - śliczna. Masz prawdziwy talent. Świetny kucharz, mangaka, talent do takich rzeczy... Jakim cudem ty jesteś sam, co? Dziewczyny muszą lgnąć do ciebie jak muchy do Lepa.
Oddałem mu to cudo i zacząłem przeglądać z fascynacją mangi. Stanowczo musiałem je wszystkie przeczytać, Maya miał tak sprawną rękę, że samo podziwianie postaci zajmowało znacznie więcej czasu niż czytanie.
Po kilku stronach nagle odłożyłem je i uśmiechnąłem się przepraszająco.
- Wybacz, znowu zawracam ci głowę, kiedy powinieneś spać - stwierdziłem zdruzgotany własna nieuwagą - chciałbym jeszcze zostać, ale nie będę ci przeszkadzał. W razie czego, gdybyś jednak zrobił sobie krzywdę lunatykując - wyciągnąłem z kieszeni kartkę i starannym, komputerowym wręcz pismem zapisałem swój numer - dzwoń o każdej porze, to cię uratuje - położyłem kartkę na biurku i odłożyłem mangi do pudełka - a to konfiskuję, przeczytam w wolnej chwili i oddam. Wstawaj, przeziębisz tyłek od siedzenia na podłodze.
Złapałem go pod pachy i podniosłem, sadzając na łóżku. Pocałowałem go w czoło na pożegnanie i złapałem pudełko idąc w stronę drzwi.
- Nie... zostań, to dla mnie nie problem - wskazałem mu biurko, a gdy usiadł wróciłem na ziemię.
Wyciągnąłem z szafy brązowe koperty bąbelkowe i zacząłem przeglądać zamówienia. Wkładałem przedmioty do kopert, pisałem adresy i naklejałem znaczki. Gdy wszystko było już gotowe, spakowałem to do wielkiej torby i odłożyłem z powrotem do szafy pudełko, a torbę postawiłem przy drzwiach. Położyłem się na łóżku i ziewnąłem cicho.
- Jakbym usnął, to po prostu zatrzaśnij drzwi wychodząc - uśmiechnąłem się, zamykając oczy i mrucząc jak kotek, zwinąłem się na łóżku.
- O mnie się nie martw, spij słodko - zamruczałem cicho nachylając się i wyciągając rękę żeby pogłaskać go po głowie - przypilnuję cię, skoro już tu jestem to mogę zostać do rana, jeśli nie masz nic przeciwko. Przynajmniej przygotuje ci śniadanie.
Uśmiechnąłem się i oparłem się wygodnie o fotel patrząc z uśmiechem na chłopaka. Oczy mi się wprawdzie zamykały, ale szanse żebym dzisiaj pospał były raczej małe. Chociaż, musiałem jakoś przystopować nocnego Mayę, to było dla niego niezdrowe, taki tryb życia.
- No dobra, to ja się pójdę ogarnąć - uśmiechnąłem się i poczłapałem do łazienki, biorąc szybki prysznic.
Założyłem moją piżamkę w kotki i różowe bokserki i wróciłem do łóżka. Zakopałem się pod kołderką i usnąłem prawie od razu. Mruczałem przez sen i odkopywałem się z kołderki. W końcu wsunąłem ja sobie miedzy nogi i usnąłem twardo z uśmiechem. Niestety nie pospałem za długo, bo zaraz obudził się drugi ja, przeciągając i zeskakując z łóżka.
"na prawdę"
OdpowiedzUsuń"będziesz się czół"
a ogółem najlepszy z tych trzech rozdziałów :P
Ciii, przy sprawdzaniu polegam na inteligencji worda i mojej dysortografii, więc wiesz xD
Usuń