środa, 15 lipca 2015

Psychodeliczne Y. rozdział I

Wróciłem po całym dniu w kawiarence do domu, nieźle zmęczony. Z cichym westchnieniem rzuciłem się na łózko i włączyłem telewizor. Kolację zjadłem po drodze do domu, jak zwykłe, ułatwiało to to, że nie musiałem gotować, choć zawsze miałem pełną lodówkę. Wyszedłem na balkon, odpalając papierosa i spojrzałem na zachodzące słońce. Mój wzrok stał się dziki, a ja uśmiechnąłem się w kuszący sposób. Skończyłem papierosa i podszedłem do szafy otwierając półkę ukrytą za wieszakami. Wciągnąłem na tyłek seksowne stringi i dopiąłem do nich koronkowe pończochy. Do tego krótkie spodenki i koronkowa koszula. Tak ubrany wziąłem tylko klucze i portfel i ruszyłem do gejowskiej dzielnicy. Rzucałem się w oczy, głownie przez naturalny fioletowy kolor moich tęczówek i czarne włosy układające się tak, że wyglądało to jakbym miał kocie uszy. Wsunąłem się do jednego z barów, siadając koło barmana i zamawiając drinka.
 Chujowy dzisiaj ten dzień. Chujowe życie. 25 lat i pracować w jednej z najlepszych, najszybciej rozwijających się firm w Japonii jako tłumacz. Zarabiać miliony i nie mieć z tego żadnej przyjemności. A dzisiaj jeszcze musiałem zabrać jakichś amerykańskich biznesmenów do kawiarni i gadać z nimi przez ponad godzinę, tłumacząc swojego szefa. Ale umowa została podpisana, i to na takich warunkach jak szef sobie życzył, więc znowu dostałem podwyżkę. No, i mogłem liczyć na dosyć długi urlop. Więc wykorzystywałem to jak mogłem, planowałem upić się dzisiaj do nieprzytomności i zgonować do końca urlopu próbując wymyślić sobie jakąś rozrywkę, która urozmaiciłaby moje nudne życie.
 Uniosłem głowę widząc, że ktoś siada koło mnie. Zamruczałem zadowolony widząc ubranego seksownie... Dziewczynę?.. Przecież to był bar dla gejów, co tu robiła laska? Miała taki wyraz twarzy, że od razu się w niej zakochałem, jeśli można tak powiedzieć. Po prostu uznałem, że chcę ją przelecieć. Jakaś taka trochę znajoma się wydawała... Dopiero po chwili zorientowałem się skąd ją kojarzę, specyficznie ułożone włosy nieźle mi to ułatwiły.
 - Drinka dla milej pani poproszę - zamruczałem do barmana przysuwając się trochę do dziewczyny - widzę, że już po pracy.
 Uśmiechnąłem się opierając brodę na dłoni i patrząc na nią z uśmiechem. No tak, to przecież jej tyłek zapewnił nam taką dobrą umowę. Głupi obcokrajowcy, nie mieli u siebie kawiarni, w której obsługa przebierała się za pokojówki, więc taka atrakcja skutecznie potrafiła odciągnąć ich uwagę.
 Uniosłem brew, spoglądając na niego lekko zdziwiony i prychnąłem jak obrażony kot.
 - Chyba mnie z kimś pomyliłeś, nie pamiętam Cię. Poza tym, wydaje mi się, że to nie należy do dziewczyny - złapałem jego rękę i położyłem sobie na kroczu, seksownie oblizując usta - Może przejdziemy się do ciebie?
 Uniosłem delikatnie brew, sącząc drinka, który wylądował przede mną.
 - No teraz to ja już nie wiem czy nie pomyliłem - zamruczałem lekko zdumiony tym, co wyczułem pod spodenkami. Ale spoko, w końcu nie bez powodu przyszedłem do GEJOWSKIEGO baru, a nie do zwykłego - i chętnie zabiorę cię do siebie.
 Zacisnąłem palce na jego przyrodzeniu ugniatając je sprawnie i pobudzając bez większych problemów. W końcu podniosłem się i skinąłem na chłopaka prowadząc go do stojącego przy barze porsche. Otworzyłem przed nim drzwi od strony pasażera i patrzyłem jak wsiada, pożerając go przy tym wzrokiem.
 Wyzerowałem drinka i poszedłem za nim kręcąc zgrabnym tyłeczkiem. Byłem znany w tym barze, wszyscy się za mną oglądali i powiem szczerze, naprawdę mi się to podobało. Zamruczałem zadowolony widząc jego auto i wsiadłem do środka. Gdy tylko usiadł obok, podkręciłem muzykę i nachyliłem się nad nim. Powoli rozpiąłem jego spodnie i dobrałem się do jego bokserek. Jego penis prężył się już w moim kierunku. Z pomrukiem zadowolenia zacząłem mu obciągać tak dobrze, jak nikt nigdy jeszcze mu nie robił.
 Zamruczałem uśmiechając się pod nosem i odsuwając fotel trochę w tył, żeby nie przywalił głową w kierownicę.
 W końcu zatrzymałem się pod wielką willą z olbrzymim ogrodem, trochę za miastem. Pociągnąłem chłopaka w górę za włosy i podciągnąłem spodnie wysiadając i otwierając drzwi kluczem zawieszonym na grubym łańcuszku zapiętym na nadgarstku.
 - Łazienkę masz tam, sypialnia tam, ja idę po coś do picia - oznajmiłem wchodząc do ogromnej kuchni i wyciągając z lodówki wino, które i tak miałem dzisiaj wypić. Z dwoma kieliszkami i butelką usadowiłem się na łóżku i zacząłem sączyć winko czekając na chłopaka i patrząc w wiecznie włączoną plazmę zajmującą pól ściany. Białej, jak wszystkie inne w tym ogromnym domu zajmującym cały hektar moich ziem. A co mi tam, mam hajs to muszę go na coś wykorzystać.
 Oderwałem się od niego, oblizując usta i wstałem z siedzenia, wchodząc za nim do ogromnego domu. Był imponujący, tak jak jego przyrodzenie, ale totalnie miałem to w głębokim poważaniu. Gość był dziany, spoko i tak był przygodą na jedną noc, a przynajmniej mieliśmy po czym się tarzać. Wsunąłem się do łazienki i rozebrałem do seksownej bielizny, wchodząc powoli do pokoju i wsuwając się na czworaka na lóżko.
 - Chyba nie będziesz teraz oglądał wiadomości, co nie, dziadku? - zamruczałem kładąc mu się na kolanach i kręcąc na palcu jego włosy
 Zaśmiałem się z kpiną i podałem mu kieliszek wyłączając telewizor.
 - Dzieciaki takie jak ty nie powinny włóczyć się po nocy po takich knajpach, więc lepiej mi tu nie mów o dziadku, bo może się to dla ciebie źle skończyć - zamruczałem z rozbawieniem patrząc na jego bladą skórę kontrastującą z moimi ciemnobrązowymi włosami - wystarczy już tych uprzejmości, bo mi się zaraz znudzisz.
 Odstawiłem kieliszek i bez żadnych ceregieli wsadziłem mu rękę pod stringi. Nie musiałem go nawet za bardzo rozciągać, widać było, że jest taką dziwką na pełny etat. Mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, przynajmniej nie musiałem tracić czasu.
 Szybko rozpiąłem spodnie jednocześnie wylewając chłopcu miedzy pośladki lubrykant. Wsunąłem się w niego sprawnie chwytając chude nadgarstki i przygważdżając je do pościeli nad jego głową, zaczynając ruszać się w nim od razu szybko i mocno, odruchowo trafiając w jego prostatę. W sumie też byłem taką dziwką na jak on, pieprzyłem się z kim popadnie, kiedy tylko się dało, więc miałem w tym spore doświadczenie. Szczerze wątpiłem, żeby chłopak chociaż pomyślał kiedyś o tym, że będzie mu z kimś tak dobrze.
 Patrzyłem na niego z pożądaniem, jęcząc głośno i kręcąc bioderkami w takt jego ruchów. Był chyba najlepszym partnerem, jakiego dotychczas miałem. Kiedy rozluźnił trochę uchwyt, wyrwałem dłonie i przewróciłem go na poduszki. Ściągnąłem mu krawat i przywiązałem jego dłonie do ramy łóżka, ujeżdżając go z rozkoszą. Po chwili nachyliłem się nad nim i chwyciłem jego dolną wargę w zęby, ciągnąc ją lekko do siebie i po chwili wpijając się w usta. Miałem zasadę, że nigdy się nie całuję, więc był to dla mnie tak naprawdę pierwszy raz, ale podobało mi się.
 Zaśmiałem się w duchu czując jego gorące usta. Nie powiem, był zajebisty, świetnie się ruszał... No i nikt nigdy mi rąk krawatem nie związał, strasznie mnie to bawiło. I podobało się.
 W końcu zacząłem ruszać pod nim gwałtownie biodrami i odsunąłem się od jego ust wygryzając się w chudą, długą szyję. Tak o wiele lepiej, stanowczo.
 - Zaraz się w ciebie spuszczę - zamruczałem mu do ucha czując, że już długo nie wytrzymam i spodziewając się, że jak każda taka męska dziwka sobie na to nie pozwoli.
 - Skoro jesteś na tyle odważny... Jeszcze nikt mi tego nie zaproponował - zamruczałem mu na ucho, liżąc go po szyi.
 Zacisnąłem go delikatnie w sobie i doszedłem równocześnie z nim, pierwszy raz pozwalając się komuś w sobie spuścić. To ciepło, które się po mnie rozlało, było niesamowicie przyjemne, miałem wrażenie, że stanie mi tylko przez jego spermę, która próbowała się ze mnie wydostać. Zsunąłem się powoli z jego penisa i zlizałem swoją spermę z jego brzucha, wsuwając mu ją na języku do ust. Kiedy połknął wszystko, wyszedłem do łazienki, żeby wziąć krótki prysznic, zostawiając go związanego.
 Zaśmiałem się i przechyliłem głowę patrząc jak chłopak wychodzi.
 - Ej, a ja? - Zawołałem za nim i westchnąłem ciężko odchylając głowę do tyłu i zamykając oczy. Mały gnojek. Nie zostało mi nic innego jak tylko czekać na niego. W sumie mogłem się bez problemu wyrwać, ale co mi tam. Niech się mały cieszy.
 Umyłem się dosyć szybko, ubrałem i wyszedłem z łazienki, opierając się zdziwiony o framugę drzwi.
 - Myślałem, że taki silny mężczyzna jak Ty sobie poradzi- zaśmiałem się, otwierając okno i siadając na parapecie.
 Wyciągnąłem z kieszeni jego spodni papierosy i odpaliłem jednego, wypuszczając dym na zewnątrz.
 - Całkiem dobre, ale wolę coś mocniejszego - puściłem mu oczko i zsunąłem się na drugą stronę okna, zgrabnie lądując na trawie.
 Po chwili byłem już na przystanku autobusowym i wsiadałem do pojazdu, jadąc w stronę domu. Było późno, musiałem wrócić, zanim moje prawdziwe ja się ocknie...
 Zaśmiałem się rozbawiony i szarpnąłem lekko rękami od razu się uwalniając. Przeciągnąłem się jak kot i poczłapałem do łazienki żeby się umyć, po drodze krzycząc jeszcze w stronę drugiej części domu, wołając swoją pokojówkę, żeby zmieniła pościel.
 Wziąłem szybki prysznic i wróciłem do czyściutkiego łóżka zasypiając szybko spełniony. Coś mi mówiło, że jutro będę szukał tego dzieciaka, był na prawdę genialny.
 Rano zbudził mnie telefon od sekretarki szefa. Musiałem jechać na moment do firmy, ale już od południa miałem wolne. Po wszystkim z nudów wpakowałem się w stojące w dużym garażu ferrari i podjechałem pod dosyć drogą maido café, do której zawsze zabierałem interesantów z firmy. Zamówiłem sobie kawę i jakieś pyszności ze znudzoną miną czytając gazetę i próbując jakoś zabić czas.
 Wróciłem do domu i błyskawicznie wskoczyłem w piżamę, od razu kładąc się spać. Jak zwykle, gdy tylko się obudziłem wypiłem kawę i wypaliłem papierosa. Ogarnąłem się jako tako i poszedłem biegać. Zmęczony porannym joggingiem wróciłem do domu, prysznic, śniadanie i na uczelnię. Wykłady okropnie mi się dłużyły, zerwałem się z ostatniego i poszedłem na obiad, a potem do pracy. Wskoczyłem w dosyć seksowny strój pokojóweczki i wyszedłem na salę. Dzisiaj znowu pojawił się ten klient, który zostawiał tu sporą sumkę, wyjątkowo był dzisiaj sam.
 - Dzień dobry, to Pana zamówienie - uśmiechnąłem się, układając to na stoliku - Życzy Pan sobie czegoś jeszcze?
 Podniosłem głowę popijając sobie kawkę i aż się oplułem. No przecież kurwa to był ten sam chłopak, z którym się przespałem! No przecież nawet miał na szyi ślady moich zębów, które mu zostawiłem...
 - Jednak cię z nikim nie pomyliłem - wskazałem na niego oskarżycielskim palcem - no, ale w takim razie mogę od razu zaproponować, że jeszcze raz pojedziemy do mnie, może być?
 Uśmiechnąłem się odstawiając filiżankę i wycierając trochę poplutą dłoń.
 Odsunąłem się dwa kroki, przyglądając mu się uważnie. Zarumieniłem się okropnie, widząc jak na mnie patrzy i spuściłem nieśmiało wzrok.
 - Musiał mnie Pan z kimś pomylić, ja naprawdę nie wiem o co chodzi - szepnąłem cicho, spoglądając na niego oczami przestraszonego dziecka.
 Moje tęczówki były teraz jaśniejsze, a twarz wydawała się łagodniejsza i bardziej dziecinna, w dodatku byłem okropnie nieśmiały i cichy.
 - Kłamiesz, masz moje zęby na szyi - oznajmiłem już nie za bardzo przejmując się jego zaprzeczeniami - ale spoko, jeśli nie chcesz mówić o czymś takim w pracy, nie ma sprawy.
 Uśmiechnąłem się łobuzersko i zacząłem jeść powoli nie spuszczając łapczywego wzroku z ud chłopaka kuszących spod spódniczki.
 - Nie wiem skąd to się tutaj znalazło, ale musiał mnie pan z kimś pomylić – szepnąłem cicho i ukłoniłem się, oddalając od mężczyzny.
 Praca minęła mi na roznoszeniu zamówień i rozmowie z klientami, było całkiem w porządku, pomijając fakt, że ten gość siedział i gapił się na mnie bez ustanku. W końcu moja zmiana się skończyła. Przeszedłem na zaplecze i przebrałem w zwykłe czarne rurki i bluzę w galaktyczne koty z kapturem. Zarzuciłem torbę na ramię i pożegnałem się z pracownikami, wychodząc wyjściem od zaplecza, wolałem nie spotkać tego świra.
 Stałem z papierosem na tyłach kawiarni czekając aż chłopak wyjdzie z budynku. Mały kłamczuch, głupi jeszcze nie byłem, przecież go poznałem. A zresztą, co mi tam.
 W końcu wyszedł, ale chyba mnie nie zauważył. Bez słowa zacząłem iść za nim. Nie żebym go śledził czy co, po prostu chciałem najpierw wypalić zanim zacznę z nim rozmawiać, wiadomo, kultura i w ogóle...
 Ziewnąłem lekko zmęczony i poczłapałem do mieszkania, miałem do siebie tylko trzy minuty drogi, a powoli zaczynało się ściemniać. Wstąpiłem jeszcze na hot-doga i tuż przed bramą klatki moje drugie ja znowu wyszło na wierzch. Otrzepałem się jak pies i przejrzałem w szybie.
 - Ja pierdolę, w co ja jestem ubrany?! - wsunąłem się do mieszkania i szybko ubrałem w jakiś seksowny zestawik, znowu wyruszając na polowanie.
 Przechyliłem głowę słysząc co chłopak mówi i usiadłem na barierce przed drzwiami za którymi zniknął. Może on na prawdę nie wiedział?..
 - Cześć dzieciak - zamruczałem podnosząc nogę i blokując mu przejście kiedy wreszcie wyszedł z mieszkania - polowałem na ciebie cały dzień, ale jakoś nie mogłem cię znaleźć.
 Podniosłem się i z pomrukiem przysunąłem do niego patrząc mu w oczy z pożądaniem i ocierając się o niego. Skoro on grał, to czemu ja nie mogę? Byłem pewny że on i chłopak który przed chwilą zniknął za tymi drzwiami to jedna i ta sama osoba, więc powinien mnie pamiętać, prawda?
 - Śledziłeś mnie? - uniosłem brew, odsuwając do siebie natręta -To była tylko jedna noc, odpuść sobie, nic do Ciebie nie mam...
 Prychnąłem, odpalając papierosa i wyminąłem go bez słowa. Pieprzony natręt, musiałem go szybko spławić, lepiej, żeby nie dowiedział się o moim małym sekrecie, bo wszystko się wyda. Wsunąłem rękę do kieszeni i wypuściłem dym z ust, myśląc jak najlepiej go spławić.
 - Więc dzisiaj będzie druga noc - oznajmiłem stanowczo łapiąc go za nadgarstek i odwracając w swoją stronę - nie obchodzą mnie twoje prywatne sprawy, mam ochotę tylko ja seks z tobą, więc nie masz się czego bać.
 Uśmiechnąłem się łobuzersko i polizałem go po szyi zostawiając na niej identyczny ślad jak wczoraj tylko po przeciwnej stronie. Nie miałem zamiaru puścić go tak łatwo, za dobrze mi z nim było wczoraj i miałem zamiar to powtórzyć za wszelką cenę.
 - Dobra. To będzie nasz ostatni numerek, potem dasz mi spokój. Masz przestać przychodzić do kawiarni, nie zbliżać się do mnie, nie rozmawiać, a jeśli kiedykolwiek się spotkamy, miniesz mnie jak zwykłego nieznajomego, jasne? - zawarczałem mu na ucho, łapiąc go za włosy i ciągnąc w taki sposób, że nasze twarze były na tym samym poziomie, mimo tego, że był sporo ode mnie wyższy.
 Zmrużyłem oczy i pokiwałem głową z uśmiechem wciągając go w brutalny pocałunek. Mój boże, jaką ja miałem na niego ochotę...
 - To co, znowu do mnie? - Zamruczałem w końcu kładąc dłoń na jego pośladku i ugniatając go z rozkoszą - i tym razem nie puszczę cię tak szybko, na razie się nie skończy.
 Uśmiechnąłem się łobuzersko i odsunąłem od niego idąc w stronę auta i zastanawiając się czy pójdzie za mną. Miał być przygodą na jedną noc a ja miałem ochotę zrobić sobie z niego prywatną dziwkę na stałe, taki był dobry... Skoro miałem go już więcej nie przelecieć, to musiałem się dzisiaj wyżyć za wszystkie czasy.
 Z ciężkim westchnieniem poszedłem za nim do auta i usiadłem na siedzeniu pasażera, obracając głowę do okna i nie odzywając się całą drogę ani słowem. Olałem jego rękę, gdy podał mi ja przy wysiadaniu i od razu skierowałem się do jego sypialni, wyskakując z ciuchów.
 - Miejmy to już za sobą - mruknąłem, popychając go na łóżko i siadając na jego biodrach.
 Wpiłem się brutalnie w jego usta i wręcz zszarpałem z niego ciuchy pobudzając ręką jego przyrodzenie.
 Zaśmiałem się cicho i przewróciłem go na plecy przypinając chude nadgarstki do ramy łóżka kajdankami.
 - Nie spiesz się tak, chcę się tobą nacieszyć - zamruczałem odsuwając się od jego ust i błądząc palcami po jego ciele - jesteś taki słodziutki, chyba aż cię zjem.
 W jakimś dziwnym odruchu zacząłem całować go po szyi i ramionach, głaszcząc jego biodra i uda, powoli zsuwając usta w dół, na jego pierś i brzuch, w końcu biorąc w usta jego małego penisa, robiąc z nim rzeczy równie niezwykłe jak wczoraj on ze mną.
 - Musisz mnie odwieść do domu przed wschodem słońca, rozumiesz? - mruknąłem wściekły, wyszarpując ręce i próbując uwolnić się z kajdanek.
 Po chwili już nie mogłem mu się sprzeciwić, był świetny w tym, co mi robił. Jęczałem głośno, kręcąc bioderkami i podstawiając ciało pod jego dłonie. W końcu spuściłem się z głośnym jękiem w jego usta, oddychając jak po szybkim biegu
 - Odwiozę - zamruczałem z uśmiechem podnosząc wzrok na jego twarz i uśmiechając się - dobrze ci? Wiem, że tak, widzę...
 Zamruczałem cicho i podsunąłem się w górę przysysając się do jego sutków i wsuwając palce w jego tyłeczek, zaczynając masować jego prostatę i pobudzać wolną ręka jego penisa. Nawet nie myślałem o tym żeby w niego wejść, same jego jęki sprawiały mi tyle przyjemności, że aż nie wierzyłem w to, co się dzieje. Czy ja byłem jakiś nienormalny?.. Że większą przyjemność sprawiało mi patrzenie na to drobne ciało wijące się pode mną niż seks z nim... Ale miałem to głęboko gdzieś.
 - Już wystarczy, wejdź we mnie - zajęczałem, zaciskając jego palec w środku.
 Dzisiaj nie rozciągnąłem się przed wyjściem, więc nie było mu już tak łatwo. Zamknąłem oczy, wyginając się w łuk i znowu doszedłem, tym razem brudząc jego tors.
 - Pospiesz się wreszcie - spojrzałem na niego napalonym wzrokiem.
 Nic nie mogłem zrobić, kompletnie nic, bo miałem związane dłonie, to było najgorsze.
 Uśmiechnąłem się i przyssałem do jego szyi rozciągając go starannie i rozkuwając jego ręce. Wiedziałem, że i tak mi nie ucieknie, widać to po nim było. Miał na mnie taką samą ochotę jak ja na niego.
 W końcu wsunąłem się w niego powoli przygryzając płatek jego ucha i zaczynając je lizać, całując skórę wokół, wplatając palce w jasne włosy i bawiąc się miękkimi kosmykami. Nigdy nie dotykałem tak jedwabistych włosów.
 - Jesteś genialny - szepnąłem cicho zaczynając ruszać się w nim powoli, nie chcąc za szybko skończyć - i zobaczysz, że jeszcze sam do mnie przyjdziesz prosząc żeby to powtórzyć, mogę się założyć.
 Zamknąłem oczy znowu wpijając się w jego usta, tym razem już nie tak brutalnie, raczej delikatnie, co zdarzyło mi się pierwszy raz w życiu.
 - Możesz sobie pomarzyć - zajęczałem, szerzej rozkładając nogi i wpijając się w jego usta.
 Kręciłem bioderkami w takt jego ruchów, zaciskając go w sobie i drapiąc jego umięśnione plecy. To był drugi najlepszy raz w moim życiu, a ja musiałem go zostawić... mówi się trudno, jakoś będę musiał to przeżyć, no bo przecież nie poddam się tak łatwo.
 - Mocniej, wejdź głębiej - zajęczałem, przygryzając delikatnie jego szyje.
 - Jesteś cudowny - szepnąłem cicho odchylając głowę w tył i przytulając go do siebie mocno - nie pozwolę ci tak przede mną uciec, jesteś za dobry. Nie obchodzi mnie, że coś jest z tobą nie tak, mogę trzymać się od ciebie z daleka w dzień, ale w nocy ci nie odpuszczę, ty wampirku.
 Uśmiechnąłem się i wsunąłem się w niego jeszcze głębiej, obejmując w pasie i podnosząc się z nim do siadu, przez co nabił się na mnie już do samego końca. Złapałem go za biodra i zacząłem nimi powoli poruszać opierając czoło o jego czoło i dysząc ciężko, ledwo powstrzymując jęki przyjemności. Czy ja na prawdę oszalałem?.. Chyba zwariowałem, że się tak zachowywałem, ale do tej pory z nikim nie było mi tak dobrze. Musiałem coś zrobić żeby go nie stracić tak nagle, po dwóch wspólnych nocach. Potrzebowałem więcej, o wiele więcej.
 - Nie możesz... - szepnąłem cicho i krzyknąłem z rozkoszy, gdy wsunął się tak głęboko.
 Byłem już całkowicie otumaniony, uwielbiałem jego ciało, jego zapach, wargi, zęby, to jak się we mnie poruszał. Zacisnąłem ręce na jego ramionach, ale zaraz potem objąłem go mocno, przylegając do niego całym ciałem. Moje zgrabne pośladki podnosiły się i opadały na jego penisa, chcąc, żeby było nam jak najlepiej.
 - Już nie mogę, ja zaraz... - wyjęczałem słodko, powstrzymując się z całej siły.
 - Mogę - szepnąłem cicho przytulając go do siebie mocno - mogę wszystko. I zrobię wszystko, rozumiesz? Nie pozwolę ci tak nagle mi uciec, kiedy wreszcie cię znalazłem. Za długo czekałem na kogoś tak cudownego jak ty.
 Całowałem go po szyi i ramionach głaszcząc po wszystkim, po czym się dało, pieszcząc jego cudowne ciało, chcąc sprawić mu jak najwięcej przyjemności.
 - Nie powstrzymuj się już - szepnąłem słysząc ten słodki jęk i wtuliłem go w siebie mocno samemu też czując, że zaraz dojdę - jesteś cudowny, tak bardzo...
 Złapałem go za policzki i wpiłem się łapczywie w jego usta dalej poruszając pod nim biodrami. Boże, tak dobrze... Był taki dziwny, uzależnił mnie po pierwszym razie i nic sobie z tego nie robił.
 Doszedłem już chyba po raz czwarty, wyginając plecy w luk i czując jak jego sperma rozlewa się po moim wnętrzu. Opadłem ciężko na jego tors, podnosząc się po chwili i zsunąłem z niego wolno.
 - Możemy się spotykać raz na jakiś czas, chodzę do tego samego baru... Zawsze po zmroku możesz mnie tam spotkać - uśmiechnąłem się zaczepnie - Warunek znasz. Nie znasz mnie w dzień i dodatkowo, przestań zostawiać ślady, to problematyczne...
 Wstałem z łóżka, okropnie zmęczony, może to był tylko raz, ale tak długi, że za jakąś godzinę pewnie będzie jasno.
 - Umyję się i mnie odwieziesz...
 - Pomogę ci, ledwo trzymasz się na nogach - zaśmiałem się rozbawiony i objąłem go w pasie prowadząc do łazienki - Kumiko, zmień pościel!!!
 Po chwili minęła nas zgrabna brunetka w stroju pokojówki kłaniając się bez słowa i znikając w sypialni.
 - Jest dopiero druga, masz trochę czasu do wschodu słońca. Zaproponowałbym jeszcze jeden numerek, ale zaraz mi się przewrócisz.
 Uśmiechnąłem się rozbawiony i wsadziłem go do wanny samemu wchodząc pod prysznic i puszczając chłodną wodę, która przyjemnie chłodziła moje rozpalone ciało. Korciło mnie żeby spytać chłopaka, co jest z nim nie tak, tak z czystej ciekawości, ale pewnie zacząłby mnie jeszcze bardziej unikać a to mi się nie podobało.
 Rozłożyłem się w tej chłodnej wodzie, zamykając oczy i ziewając przeciągle.
 - Tak w ogóle to jestem Maya, może nie wyglądam, ale mam 21 lat, pracuje i studiuje, a w nocy się bawię. Nie wplątuję się w związki, szukam tylko dobrego seksu. Jeśli oczekujesz czegoś więcej, odpuść od razu, bo ja Ci tego nie dam - uśmiechnąłem się zadziornie, łapiąc płyn i myjąc całe swoje ciało.
 - Przypuszczam - uśmiechnąłem się delikatnie patrząc na ścianę przed sobą - ale spoko, ja też się nie angażuję, to nie w moim stylu. Ale i tak będę cię nachodził dopóki mi się nie znudzisz.
 Odwróciłem do niego twarz patrząc zadziornie na jego plecy. W końcu westchnąłem i wyszedłem spod prysznica nawet się nie wycierając, tylko naciągając na siebie jeansy i koszulę.
 - Wychodzisz? - Uśmiechnąłem się do chłopaka opierając ręce po obu stronach jego głowy - chodź, bo pojadę bez ciebie. Aha, i co do twojego warunku... - Usiadłem na krawędzi wanny patrząc w sufit - kawiarnia, w której pracujesz jest najlepsza w całym Tokio. Klienci firmy, w której pracuje to obcokrajowcy, coś takiego to dla nich nowość i wielka atrakcja. Twój tyłek ostatnio załatwił nam bardzo korzystny kontrakt, nie mogę zrezygnować tak po prostu z przychodzenia tam. Ale mogę traktować cię jak zwykłego nieznajomego, jeśli chcesz. Zero związku miedzy tym tobą a tamtym, tak? Nie znacie się, nie macie z sobą nic wspólnego ani nic, zgadza się?
 Spojrzałem na niego zaczynając nawijać sobie na palec czarny kosmyk jego włosów. Był taki piękny, boże...
 - Dokładnie, nie mamy ze sobą praktycznie nic wspólnego - oprócz ciała... dodałem już w myślach.
 Złapałem ręcznik i zacząłem się wycierać, mrucząc cicho i uśmiechając się do niego zadziornie.
 - Podobają Ci się moje włosy? - zapytałem po chwili, gdy tylko po wytarciu ręcznikiem ułożyły się jak wcześniej.
 - Wykurzają mnie, te tutaj nie rosną dłuższe, nie ma znaczenia, co z nimi zrobię i tak ułożą się w uszka, a reszta robi, co chce, paranoja jakaś. Nawet raz myślałem, żeby zgolić się na łyso...
 - Co ty gadasz, pasują do ciebie - uśmiechnąłem się rozbawiony przeczesując wilgotne kosmyki palcami - a tak w ogóle to Michael jestem.
 Wyciągnąłem do niego rękę czekając aż ja uściśnie. Nawet na moment nie spuszczałem zafascynowanego wzroku z jego twarzy, był taki piękny... Chyba oszalałem na jego punkcie.
 - I nie obcinaj ich, serio mówię. Są zajebiste, charakterystyczne i w ogóle. Zostaw je tak jak są. Chodź, skoro studiujesz to chyba musisz się wysypiać, co nie?
 Nie wiem czemu pocałowałem go w czoło i wyszedłem z łazienki czekając na chłopaka w przedpokoju i wypalając kolejnego papierosa.
 - Spoko, śpię na zajęciach - zaśmiałem się rozbawiony i ubrałem w swoje ciuchy.
 Wyszedłem z łazienki i zabrałem mu papierosa, odpalając go od jego. Zaciągnąłem się z uśmiechem i zacząłem iść w stronę wyjścia, kręcąc zachęcająco bioderkami.
 - Znajdziesz mnie jutro w barze, o ile będziesz miał ochotę mnie zobaczyć i nikt Ci nie uprzedzi - zaśmiałem się rozbawiony.
 - Na pewno będę pierwszy - zamruczałem łapiąc go za tyłek i lizać go po szyi - znajdę cię i zerznę jak szmatę.
 Otworzyłem przed nim drzwi i podałem mu rękę pomagając wsiąść do auta. Usiadłem za kierownica i niechętnie ruszyłem z powrotem do miasta, zatrzymując się dopiero pod mieszkaniem chłopaka. Tam przesadziłem go na swoje kolana i wpiłem się w jego usta głaszcząc go po plecach i pośladkach. W końcu dałem mu lekkiego klapsa i uśmiechnąłem się łobuzersko.
 - Lec wampirku - zamruczałem otwierając drzwi - bo zaraz wstanie słońce i cię spali.
 Spojrzałem lekko przerażony na delikatna poświatę i powolny zarys słońca.
 - Żegnaj - szepnąłem, uciekając szybko do mieszkania.
 Ledwo padłem na łóżko w piżamie i już wzeszło słońce, z ciężkim uśmiechem wróciłem do spania i dziś wyjątkowo nie poszedłem biegać. Dospałem sobie, zjadłem śniadanko i poleciałem na zajęcia, które dziś wyjątkowo mi się dłużyły. W końcu dotarłem do kawiarenki, byłem okropnie ospały, ale starałem się jak mogłem, żeby spełniać oczekiwania klientów.


1 komentarz: